Strony
UWAGA!
2. To jest blog, nie strona z ogłoszeniami. Jeśli chcesz zareklamować swojego bloga, napisz o tym w "Spamowniku". Spam pod postami będzie usuwany!
3. Proszę, aby w komentarzach były zawarte oceny tego jak piszę, a nie o czym piszę. Proszę również o uzasadnianie swojej krytyki. Co wam się podoba, co nie i dlaczego. Będę wiedzieć dzięki temu nad czym powinnam popracować.
5. Postacie i świat został stworzony przez panią J. K. Rowling. To jest jedynie moja wizja historii przedstawionej przez J. K. R. Ja nie uzyskuję żadnych korzyści materialnych z opowiadania.
6. W opowiadaniu pojawiać się będą sceny seksu i tortur (+18).
7. Jeśli masz do mnie jakieś pytania lub uwagi, wyślij mi wiadomość na e-mail: seya@onet.pl napisz komentarz w "Pytania i odpowiedzi".
Powiadomienia.
środa, 16 listopada 2022
Tom II Rozdział 31
niedziela, 27 marca 2022
Tom II Rozdział 30
Kochani!
Przed Wami kolejny rozdział. Jeszcze nie wiem, czy następny uda mi się wstawić przed świętami, więc na wszelki wypadek życzę Wam ciepłych, spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych!
Odpowiedzi na komentarze znajdziecie pod poprzednim rozdziałem.:)
Tom II Rozdział 30
Miał wrażenie, jakby opuściły go wszystkie siły, a mięśnie zamieniły się w jakąś rozlazłą masę. Nie był w stanie się ruszyć. Klęczał przy ciele Toma i prosił Merlina, żeby ten nabrał chociaż jeden drżący oddech, żeby pojawiły się jakiekolwiek oznaki świadczące o tym, że jednak żyje. Ale nic takiego się nie stało.
– Harry, chodź. Musimy go stąd zabrać.
Usłyszał nad sobą głos Severusa.
– Musimy coś zrobić – powiedział niewyraźnie Harry, nadal oszołomiony całą sytuacją.
– Musimy zabrać go do domu. Chodź – powiedział łagodnie Severus. Następnie wyciągnął różdżkę i rzucił na ciało Toma zaklecie lewitujące. Potem złapał Harry'ego pod ramię i poprowadził obok siebie w kierunku rezydencji.
Przeszli przez kilka korytarzy, aż znaleźli się w sali opatrunkowej, powiększonej teraz do rozmiarów Skrzydła Szpitalnego w Hogwarcie. Wiele osób po walce potrzebowało pomocy medycznej, ale Gryfon przeszedł przez salę, w ogóle nie zauważając ludzi, którzy się tam znajdowali. Severus położył ciało Toma na łóżku w oddzielonym niewielkim pokoju. Harry podszedł do zimnego ciała i złapał mocno dłoń Toma w nadziei, że poczuje w odpowiedzi jego uścisk.
– Severusie musimy mu jakoś pomóc. On nie może umrzeć – powiedział cicho Potter.
– Harry, on... On już nie żyje. –Powiedział z trudem Snape. – Już nic nie możemy zrobić.
Harry uderzył pięścią w drewniany zagłówek łóżka. Nie chciał tego słyszeć. Musiał być sposób.
– Co z czarną magią? Musi być coś...
– Harry, nie istnieje zaklecie, które przywraca ludziom życie.
Harry opadł na krzesło zrezygnowany i zrozpaczony. To nie tak miało wyglądać. Mieli pokonać Dumbledore'a i spędzić razem życie. Mieli być szczęśliwi. Wszystkie działania podejmowane w przeszłości miały ich doprowadzić do wspólnej dalekiej przyszłości. Już od momentu, w którym Tom przyszedł do domu jego rodziców i zobaczył w Harrym swojego towarzysza.
– Powinieneś się z nim pożegnać – zaczął mówić łagodnym głosem Severus. – A potem przygotujemy jego ciało do pogrzebu.
Harry spojrzał na Severusa, jakby nie rozumiał, co do niego mówi. Miał poczucie, że jego dusza jest rozrywana na pół, a każda z jej części dryfuje w przeciwnym kierunku.
Dusza... No tak. Jak mógł wcześniej o tym nie pomyśleć?
– Jestem jego horkruksem – powiedział ostrożnie.
– Co? – zapytał zdziwiony Severus.
– Możemy przywrócić mu życie. Jestem jego horkruksem. Wystarczy, że oddam mu tę cześć duszy, która się we mnie znajduje. – Spojrzał na Severusa z nadzieją.
– Nie ma mowy – powiedział mężczyzna. – Nie zaryzykuję twojego życia, żeby uratować jego.
– Nie obchodzi mnie twoje zdanie – warknął Gryfon.
– Harry, ty jesteś żywym horkruksem. Nikt przed Tomem ani po nim nie umieścił części swojej duszy w żywej istocie. Nie wiemy, co może się stać, kiedy wyrwiemy z ciebie tę część. Przedmioty, które były horkruksami, po tym procesie ulegały zniszczeniu. Co, jeśli umrzesz? – Snape cedził każde słowo, chcąc przemówić Harry'emu do rozsądku. – Myślisz, że Tom będzie szczęśliwy, że odzyskał swoje życie kosztem twojego?
– Jeśli mi nie pomożesz i tak odbiorę sobie życie – powiedział poważnie Harry. – Proszę, Severusie. Na pewno wiesz, jak przeprowadzić ten proces. Nie jestem w stanie żyć bez niego.
– Harry, to jest zbyt niebezpieczne. – Głos Severusa zdradzał zdenerwowanie. Mężczyzna nie mógł tak po prostu zgodzić się, aby jego chrześniak ryzykował życie.
– To moja decyzja. Jeśli mi nie pomożesz, zrobię to sam. Ale z tobą mam znacznie większe szanse – przekonywał go Harry. – A jeśli mi to uniemożliwisz, przysięgam na swoją magię, że się zabiję.
Severusa poraziła powaga Harry'ego, kiedy wypowiadał ostatnie zdanie. I wiedział, czuł, że Gryfon nie żartuje. Westchnął ciężko i całkowicie wbrew sobie podjął decyzję. Nie zamierzał jednak robić wszystkiego pod dyktando chłopaka.
– Spróbujemy raz przeprowadzić rytuał. Jeśli się nie powiedzie, nigdy więcej go nie powtórzymy. Rozumiesz? – zapytał Snape. – Zgodzę się, żeby ci pomóc, tylko pod tym warunkiem. Zakładając optymistycznie, że przeżyjesz cały proces.
– W porządku – odpowiedział natychmiast Harry.
– Kartofelku! – zawołał Severus. Skrzat natychmiast pojawił się obok. – Przynieś z mojego pokoju czarną księgę, tę którą kazałem ci chronić twoimi czarami.
– Kartofelek zaraz wróci z księgą. – Skrzat ukłonił się, a potem zniknął z cichym pyknięciem. Dosłownie kilka sekund później pojawił się ponownie, z trudem utrzymując w rękach wielkie czarne tomiszcze.
Severus szybko zabrał księgę od skrzata, położył ją na stoliku obok i zaczął kartkować w poszukiwaniu opisu rytuału. Proces nie był skomplikowany w przypadku zwykłych horkruksów. Wystarczyło otworzyć przedmiot hasłem, które zostało ustalone w czasie tworzenia horkruksa, a następnie wypowiedzieć inkantację zaklęcia, aby uwolniona część duszy wróciła do właściciela. Jedyną skomplikowaną częścią było to, że od momentu otwarcia horkruksa do wypowiedzenia zaklęcia nie mogło minąć więcej niż pół minuty.
W przypadku Harry'ego i Toma sprawa się komplikowała. Nie było ustalonego hasła, a nawet jeśli takie by istniało, Harry nie jest przedmiotem, który można otworzyć. Severus wiedział, że w ich przypadku wszystko zależne było od krwi. Tom mógł odrodzić się z krwi Harry'ego, ponieważ Harry był jego horkruksem. Severus myślał o tym już wcześniej, ale nigdy nie sądził, że przyjdzie mu sprawdzić własną teorię. To było bardzo ryzykowne, ale nie było innego wyjścia, a on nie miał pomysłu, jak inaczej można przeprowadzić proces przeniesienia części duszy.
– Będę musiał na kilka sekund przeciąć żyły na twoich nadgarstkach – powiedział w końcu Harry'emu. – Ty i Tom musicie leżeć blisko siebie. – Szybkim ruchem różdżki przetransmutował krzesło, na którym siedział wcześniej Harry, w drugie szpitalne łóżko. – Po rozcięciu nadgarstka, wypowiem zaklecie, które przeniesie cześć duszy z powrotem do ciała Toma. Nie mam pojęcia, co stanie się potem – powiedział grobowym tonem, patrząc bardzo poważnie na Harry'ego. – Mam nadzieję, że przeżyjesz – powiedział cicho, jednak głos i tak mu się załamał.
Harry nie był w stanie mu odpowiedzieć. Kiwnął tylko głową, na znak, że wszystko zrozumiał, a następnie zdjął kurtkę i sweter i położył się na łóżku. Był przerażony, ale musiał to zrobić. Wyciągnął ręce, pozwalając Severusowi na zrobienie długich nacięć na obu nadgarstkach. Skrzywił się, kiedy sztylet przeciął skórę, a z żył popłynęła krew. Severus wyciągnął różdżkę i wskazał nią na Harry'ego.
– Anima ad corpus redit* – zaintonował zaklecie, a potem wskazał różdżką na Toma. Nic jednak się nie wydarzyło. Harry patrzył ze strachem to na Severusa, to na Toma, chcąc zobaczyć jakiekolwiek oznaki, że zaklecie się powiodło. – Anima ad corpus redit – Severus jeszcze raz wypowiedział zaklecie i jeszcze raz wskazał różdżką najpierw Harry'ego, a potem Toma. Harry nadal jednak nie czuł i nie widział, aby cokolwiek się zmieniło. Nie wiedział, czy to normalne, ale wydawało mu się, że powinien poczuć cokolwiek, przy wyrywaniu cząstki duszy Toma z jego ciała. – Anima ad corpus redit! – krzyknął Severus.
Wtedy Harry poczuł przemożny ból w całym ciele, jakby rzucono na niego tysiąc Cruciatusów jednocześnie. Czuł się, jakby umierał, a potworność tego, co odczuwał, była nie do opisania. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale dla Harryʼego zdawało się to wiecznością. Kiedy ból w końcu minął, jego ciało opadło bezwładnie na łóżko, a umysł zalała ciemność.
***
Draco czuł się dziwnie. Nie był pewien, gdzie się znajduje, ani co się z nim dzieje. Pamiętał bitwę i to, że dostał jakimś paskudnym zaklęciem, ale nie mógł sobie przypomnieć, co było potem. Czuł lekkie odrętwienie na całym ciele, jakby przez bardzo długi czas tkwił w jednej pozycji. Nie czuł bólu, za to ścisk w żołądku i suchość w ustach dawały o sobie znać. Marzył o kropli wody.
Z wielkim trudem otworzył w końcu oczy i się rozejrzał. Leżał na łóżku w swoim pokoju. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo, jakby nic się nie wydarzyło. Obok jego łóżka na krześle siedziała Narcyza. Musiała przysnąć, czekając, aż się obudzi. Nie chciał przerywać jej odpoczynku, wyglądała na wyczerpaną, ale musiał wiedzieć, co się dzieje. Wyciągnął drżącą dłoń i potrząsnął jej ramieniem. To wystarczyło, aby zerwała się z miejsca. Spojrzała z przestrachem na syna, ale gdy zobaczyła, że ten odzyskał przytomność i wygląda dobrze, początkowa panika minęła.
– Draco, jak się czujesz? – zapytała głosem pełnym emocji.
– Ja... – zaczął Draco, ale jego głos był bardzo słaby i zachrypnięty. Próba mówienia wywołała kaszel. Narcyza podała mu szklankę wody, którą ten łapczywie wypił. Westchnął głęboko. – Teraz już lepiej – oznajmił, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. – Co się stało?
– Zostałeś poważnie ranny w bitwie. Regulus powiedział mi o tym dopiero, kiedy walka się skończyła. Nie mógł mnie wcześniej odnaleźć. Niewiele brakowało, a... – Głos Narcyzy się załamał, a ona zaniosła się płaczem. Musiało być z nim naprawdę źle, skoro reagowała w ten sposób. Po chwili jednak opanowała się i mówiła dalej roztrzęsionym głosem. – Niklaus uratował ci życie. Wstrzyknął ci swoją krew i uzdrowił. Byłeś... Prawie się wykrwawiłeś. – Znów zaniosła się płaczem.
Draco wyciągnął rękę i ścisnął jej dłoń. Nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała. Był o cal od śmierci. I uratował go Niklaus. Ze wszystkich osób właśnie on. Draco nie potrafił znaleźć wytłumaczenia, dlaczego mężczyzna to zrobił i jak w ogóle znalazł się na polu bitwy. Ale to nie było teraz najważniejsze. Tym zajmie się później.
– Mamo, gdzie jest tata? – zapytał zaniepokojony.
– W skrzydle szpitalnym. Też został poważnie ranny, ale nic mu nie będzie – szybko zapewniła kobieta. – Musi tylko odpocząć. Alecto podała mu eliksir nasenny, żeby nie czuł bólu, kiedy będzie go uzdrawiać. – Narcyza westchnęła głęboko, jakby przygotowując się do najgorszej chwili w swoim życiu. – Tom nie żyje –powiedziała cicho.
Draco spojrzał na nią w szoku. To nie było możliwe. Żaden plan nie zakładał tego.
– Powiedz, że to nieprawda – poprosił Draco.
– Przykro mi, kochanie – wyszeptała, ściskając mocno jego dłoń.
– A co z Harrym? – zapytał, bojąc się odpowiedzi.
– Pokonał Dumbledore'a. Nic mu nie jest, ale... On i Severus zniknęli z ciałem Toma. Podejrzewamy, że Harry potrzebuje czasu, żeby... pożegnać się.
– Ile czasu minęło od bitwy?
– Niewiele. Jest koło południa. Bitwa miała miejsce ostatniej nocy.
Draco już o nic więcej nie pytał. Bał się odpowiedzi. Opadł na poduszki przytłoczony złymi informacjami. Nigdy nawet nie brał pod uwagę, że Tom może zginąć w bitwie. Był zbyt dobry, nikt nie był w stanie pokonać go w walce. Jak to możliwe, że nie żyje? Być może to nieprawda? Może wszystko jest w porządku i nikomu nic się nie stało, a Draco po prostu śni koszmar? Może musi się obudzić, a kiedy wstanie, dowie się, że wszystko jest dobrze? Draco zapadł w końcu w niespokojny sen, ale rzeczywistość, chociaż koszmarna, nie była wytworem jego umysłu.
* łac. Dusza wraca do ciała. Tłumaczenie za wujkiem Google.
czwartek, 10 marca 2022
Tom II Rozdział 29
Kochani,
Przed Wami kolejny rozdział. Można powiedzieć, że wpisuje się w obecne potworne czasy. Dajcie znać, czy wszystko u Was w porządku.
Chwała Ukrainie! I Polsce, niech pozostanie bezpieczna.
Odpowiedzi na komentarze znajdziecie pod poprzednim rozdziałem.
PS Nie zabijajcie mnie za końcówkę tego rozdziału.
Draco nigdy nie myślał, że wojna może być tak potworna. Nigdy nie był na polu walki, a to, co widział teraz, przeszło jego najgorsze wyobrażenia. To była rzeź. Ludzie Dumbledore'a nie wahali się, rzucali najgorszymi klątwami, nie patrząc, w kogo one trafią. Draco zdecydowanie nie był na to przygotowany.
Razem z Hermioną rzucali zaklęciami ogłuszającymi i paraliżującymi. Trafienie w ruchomy cel było trudne, a oni nie chcieli przez przypadek wyeliminować kogoś z ich strony. Przemieszczali się po polu walki, chroniąc siebie nawzajem i raz po raz mijając martwe zakrwawione ciała porzucone na ziemi. Draco za każdym razem odwracał wzrok, bojąc się, że rozpozna kogoś znajomego w zastygłej twarzy wykrzywionej w przerażającym wyrazie. Jakiś czas temu w oddali zobaczył rodziców, całych i zyskujących przewagę w walce, co go nieco uspokoiło. Nie był jednak przygotowany na Weasleya, który wpadł na nich z impetem, kiedy zbliżali się do granicy lasu, gdzie walczących praktycznie nie było.
– Hermiona, musimy znaleźć Harry'ego, szybko – wrzeszczał. – On jest w wielkim niebezpieczeństwie.
– Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie, jest wojna. Jesteś idiotą, jeśli myślisz, że zaprowadzimy cię do Harry'ego – zakpił Draco.
– Ron, o co chodzi? – zapytała Hermiona, ignorując ostrożność przyjaciela.
– Dumbledore'a tu nie ma. On stworzył jakiś alarm czy coś. Percy miał to ustawić dokładnie na środku pola bitwy. Kiedy Harry się tam pojawi, Dumbledore będzie wiedział, aportuje się obok i go zabije. Musimy go ostrzec! – Weasley wyglądał na zdesperowanego.
Hermiona wiedziała, że kiedy zniknęli z Hogwartu, Ron przemyślał kilka spraw. Ale miała wątpliwości, czy mówi prawdę. Mógł przekazać im informację w dobrej wierze, ale przecież Dumbledore mógł to uknuć. Mógł sprawić, że do Rona dotrze fałszywa informacja o pułapce.
– Myślę, że powinniśmy znaleźć Harry'ego i Toma. – Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Nawet jeśli ta informacja jest nieprawdziwa, powinni o niej wiedzieć.
Draco westchnął cierpiętniczo.
– Dobrze, musimy znaleźć kogoś z mrocznym znakiem. Inaczej do nich nie dotrzemy.
***
– Harry, wracasz do rezydencji – powiedział Tom, gdy Ron przekazał im już wszystko, co wiedział.
Hermiona i Draco w tłumie walczących znaleźli Regulusa i poprosili go o wezwanie Toma. Spotkali się na skraju lasu w ocienionym miejscu, w którym trudno było ich dostrzec. Pomiędzy drzewami utworzyli niewielką barierę, aby żadne nieproszone oczy i uszy nie zwróciły na nich uwagi.
– Co? Nie ma mowy! – oburzył się Harry.
– Wracasz do rezydencji. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.
– Tom, muszę tu zostać i muszę iść na środek pola. Inaczej on się tu nie pojawi, a wtedy cała walka pójdzie na marne. Chce mnie zabić, wiem! – krzyknął, kiedy Tom chciał mu przerwać. – Musimy zabić go, zanim zdąży wykonać jakiś ruch.
– On ma rację – wtrącił się Regulus, zwracając do Toma. – Nie wiemy, kiedy nadarzy się kolejna okazja na konfrontację. To może być jedyna szansa.
Tom potarł twarz dłońmi w geście bezradności. Wiedział, że muszą to zrobić, muszą sprawić, żeby Dumbledore się pokazał. Ale wystawianie Harry'ego na takie ryzyko nie było łatwe.
– Tom? – Harry zbliżył się do mężczyzny i złapał jego dłoń. – Damy radę. On zaatakował pierwszy, uknuł plan i jest pewien swego. Myśli, że ma przewagę, więc straci czujność. Nie wie, że spodziewamy się jego ruchu.
– Wiem. Ale to nie znaczy, że jesteś bezpieczny.
– Nigdy nie będę bezpieczny, jeśli go nie pokonamy.
Tom westchnął.
– Nie chowaj różdżki pod żadnym pozorem. I choćby nie wiem czym ci groził, nie poddawaj się – powiedział stanowczo Tom.
– Nie zamierzam.
***
Kiedy ustalili plan działania, rozdzielili się i wrócili do walki. Harry i Tom poszli na środek pola, natomiast Draco, Hermiona i Regulus zaczęli zmierzać w kierunku rezydencji, gdzie ludzie Dumbledore'a próbowali przebić się przez obronę i dostać do środka. Wśród walczących Draco widział byłych kolegów, z którymi jeszcze kilka miesięcy temu chodził na zajęcia w szkole. Nie było tam Ślizgonów, głównie Krukoni i Gryfoni. Dumbledore wyprał im mózgi. Mógł się więc domyślić, że gdy tylko pojawi się w pobliżu, zostanie zaatakowany jakąś paskudną klątwą.
Zaklęcie uderzyło go w klatkę piersiową i wyrwało z jego płuc całe powietrze. Przez chwilę nie mógł złapać tchu i bezwładnie opadł na ziemię. Kiedy w końcu udało mu się nabrać powietrza, poczuł ból w całym ciele. Zerknął w dół i zobaczył, że jego szaty są pokryte plamami krwi, które ciągle się powiększały. Z jego ust wyrwał się głośny, przerażający jęk.
Poczuł, jak ktoś opadł obok niego i zaczął go dotykać. Słyszał nad sobą dźwięki szamotaniny, ale ból ciała był tak obezwładniający, że był w stanie tylko zaciskać mocno powieki i skowyczeć z bólu. Nie trwało długo, zanim stracił przytomność.
– Nie wiem... Nie mam pojęcia, co robić – mówił cicho Regulus. – Severus. Potrzebujemy Severusa. – Rozglądał się w panice, próbując trzęsącymi dłońmi zatamować krwawienie z otwartych ran.
– Ja go uzdrowię – usłyszał głos za plecami. Odwrócił się szybko, trzymając różdżkę w pogotowiu. – Zabiorę go do rezydencji i uleczę.
– Nie dotkniesz go. Nie pozwolę ci.
– Za kilka minut wykrwawi się i umrze. Nie zrobię mu krzywdy, przysięgam.
***
Harry i Tom przedzierali się przez pole bitwy skutecznie odpierając wszelkie ataki. Za chwilę mieli stanąć do walki nie tylko o swoje życie, ale także o przyszłość magicznej Wielkiej Brytanii. Harry czuł na swoich barkach wielką odpowiedzialność, ale ulgi i pewności dodawała mu świadomość, że nie jest sam.
Raz po raz spoglądał na Toma i dziękował Merlinowi, że zdążyli się połączyć przed bitwą. Nigdy nie widział go takiego. Jakby włączył mu się tryb walki, był tak bardzo energiczny. Żadne zaklecie nie zdołało go dosięgnąć, nie miał nawet zadrapania. Mógł z powodzeniem walczyć za nich obu. To było piękne. Ta władczość i zdecydowane ruchy dłoni trzymającej różdżkę. Mógł niemal zobaczyć, jak jego mięśnie poruszają się pod szatą, kiedy unikał kolejnych zaklęć rzucanych w jego stronę. Harry chciał zawsze widzieć Toma właśnie takiego, pełnego energii i determinacji.
Byli już blisko środka pola. Harry w tłumie walczących widział Percy'ego. To było dziwne. Był pod wodzą Dumbledore'a, a teraz walczył z jego ludźmi. Postąpili jeszcze kilka kroków, kiedy Harry usłyszał niewyraźnie swoje imię. To Percy go wolał. Kiedy chłopak zdołał w końcu odeprzeć atak przeciwnika, szybko do nich podbiegł. Harry i Tom stali z różdżkami wycelowanymi w jego klatkę piersiową.
– Harry, musisz uciekać – powiedział zadyszany po niedawnej walce. – Musisz trzymać się jak najdalej od środka pola. Dumbledore kazał mi ustawić tam alarm. Jeśli się tam zbliżysz, on się pojawi...
– Dlaczego nam to mówisz? – przerwał mu Tom.
Percy popatrzył na niego jak na idiotę.
– Bo nie chcę, żeby Harry zginął!
– Dlaczego chcesz nam pomóc, przecież jesteś po stronie Dumbledore'a? – zapytał spokojnie Harry.
– Byłem. Wszyscy byliśmy, dopóki nie powiedział, że trzeba cię zabić.
– Percy, musimy tam iść, inaczej...
– Harry, nie rozumiesz, on chce cię...
– Wiem, co chce zrobić – przerwał mu Potter. – Ale i tak tam pójdziemy i staniemy z nim do walki. Uważaj na siebie – powiedział na odchodne.
Byli już zaledwie kilka metrów od celu. Harry mocno trzymał różdżkę i czuł, że lekko ślizga się w spoconej dłoni. Nie było już odwrotu. To był moment, na który czekali.
– Nie daj się zaskoczyć – powiedział cicho Tom, w skupieniu obserwując najbliższe otoczenie. – On może się pojawić w każdej chwili...
Ledwo zdążył wypowiedzieć ostatnie słowo, a zielony promień ugodził go w pierś. Riddle osunął się bezwładnie na ziemię. Oczy wciąż miał otwarte, ale widniała w nich jedynie pustka. Harry czuł, że brakuje mu powietrza, ale nie mógł go nabrać. To nie mogło się dziać. To tylko kolejny z jego koszmarów. Przecież to niemożliwe. Tom nie mógł... umrzeć.
Przełknął wielką gulę, która utworzyła się w jego gardle i opadł na kolana obok nieruchomego ciała. W końcu wziął drżący oddech, próbując zrobić coś, cokolwiek, co sprawi, że Tom wstanie. Cały i żywy.
– Tom... Tom, powiedz coś. Musisz żyć... – próbował mówić, kiedy z jego oczu zaczęły płynąć łzy. – To nieprawda. To tylko kolejna sztuczka, przecież nie mogłeś... – głos mu się załamał. Nie potrafił tego wypowiedzieć.
Nagle, jakby z oddali usłyszał okropny śmiech. Włos zjeżył mu się na karku. Dźwięk narastał, a Harry zaczął sobie uświadamiać, że zna ten śmiech i wie, do kogo należy.
– Teraz twoja kolej. Pożegnaj się z życiem – usłyszał, a chwilę później zobaczył przed sobą Dumbledore'a, który posłał zaklęcie uśmiercające również w jego stronę. Promień ugodził go w splot słoneczny, poczuł dosyć mocne uderzenie, ale poza tym nic się nie stało.
Zdziwiony, że nadal jest żywy, spojrzał ponownie na Dumbledore'a. Ten stał jak skonfundowany. Nie potrafił zrozumieć, co się stało. Przecież klątwa była poprawna i uderzyła w Harry'ego. Młody Gryfon po tym zdarzeniu nie czekał dłużej. Wycelował różdżkę i z całą nienawiścią i rozpaczą, jaką odczuwał teraz w sercu, myślał tylko o tym, aby Dumbledore był martwy. Nawet nie wypowiedział inkantacji. Z jego różdżki wystrzelił zielony promień, a chwilę później starzec osunął się martwy na ziemię.
To był koniec wojny.
niedziela, 27 lutego 2022
Ukraina
Kochani,
Biłam się z myślami, czy wstawiać ten post, bo nie znajduję słów, by opisać, co czuję i myślę, ale nie jestem w stanie też milczeć. Nigdy nie myślałam, że nasze pokolenie będzie świadkami tego rodzaju barbarzyństwa w Europie. To, co obecnie dzieje się na Ukrainie, jest tak wielkim złem, że momentami nie mogę w to uwierzyć.
Mam znajomych z Ukrainy i wiem, jak bardzo przeżywają atak na swój naród. W miniony weekend kilku mężczyzn z mojej rodziny pojechało pod granicę, żeby zaoferować bezpłatny transport kobietom i dzieciom z Ukrainy w dowolne miejsce w Polsce. Płakali, kiedy wrócili do domu. Mój przyjaciel ściągał ze Lwowa bratową swojej żony z miesięcznym dzieciątkiem – jej mąż został na miejscu, żeby walczyć. Mój drugi przyjaciel jest obecnie na granicy jako żołnierz WOT.
Codziennie śledzę wiadomości w nadziei, że Putin się opamięta. Niestety informacje, jakie otrzymujemy, są coraz gorsze.
Drodzy Przyjaciele z Ukrainy, jeśli ktokolwiek z Was to czyta, chcę, żebyście wiedzieli, że nie jesteście sami. Macie sojuszników. Putin jest sk*******em na miarę Hitlera. Tacy ludzie prędzej czy później zostają pokonani. Ukraina ma wspaniałych i dzielnych ludzi, na których czele stoi prawdziwy odważny przywódca. Wierzę, że dacie radę obronić swój kraj. I wy nie traćcie tej wiary. Wasza siła tkwi w Waszej jedności.
Kochani, jeśli macie informacje o jakichś akcjach charytatywnych, typu np. pomoc z transportem, piszcie w komentarzach, zostawiajcie linki. Nawet tak małe działanie może się przyczynić do uratowania czyjegoś życia.
Mam nadzieję, że ten koszmar szybko się skończy i Ukraina znów będzie bezpieczna. Na ten moment pozostawiam słowa otuchy.
sobota, 19 lutego 2022
Tom II Rozdział 28
Kochani!
Mam nadzieję, że właśnie doznajecie szoku. Tak, dobrze widzicie. To JEST kolejny rozdział.:)
Spięłam się, żeby napisać i być może zakończyć opowiadanie, zanim skończy mi się macierzyński i wrócę do pracy. Obawiam się, że z pracą i dzieckiem jednocześnie mogę nie dać rady pisać. A zatem kolejny rozdział postaram się w miarę możliwości dodać w ciągu najbliższych kilku tygodni (będę się bardzo starała, aby były to maksymalnie 2 tygodnie).
Odpowiedzi na komentarze zostawiłam w poprzednim rozdziale. Myślę, że możemy się umówić, że pozostaniemy przy takiej formie odpowiedzi. Nadal korzystam z telefonu i nie sądzę, aby się to zmieniło, zanim dotrzemy do końca opowiadania.
Nie przedłużam i zapraszam na rozdział. :)
Tom II Rozdział 28
Severus nigdy nie myślał, że może nadejść moment, w którym jego prywatne życie będzie miało znaczenie. Zawsze było coś ważniejszego, ktoś ważniejszy. Jego uczucia i potrzeby stale spychane były na drugi plan. Był podwójnym szpiegiem, więc nawet pomijając kwestie bezpieczeństwa osób, które miałyby z nim coś wspólnego, zwyczajnie nie miał czasu, aby angażować się w jakąkolwiek relację.
I wtedy nadszedł dzień, w którym Harry poznał prawdę, a on po raz pierwszy w życiu zapragnął znaczyć coś dla kogoś. Chciał być potrzebny w ten wyjątkowy sposób, chciał, żeby Harry cieszył się z samej jego obecności, prosił go o rady nawet w najgłupszych sprawach i szukał u niego schronienia w razie potrzeby. To było coś nowego w życiu Severusa, ale mężczyzna był gotów dać to wszystko chłopcu. To też otworzyło mu oczy i serce na inne sprawy.
Nigdy nie myślał, że ktoś będzie w stanie go pokochać w romantyczny sposób. Nie z jego nosem, krzywym uśmiechem i ziemistą cerą. A potem spotkał ją. Była piękna, delikatna i silna. Była spełnieniem wszystkich jego marzeń i fantazji. I mówiła, że go kocha. Próbował jej do siebie nie dopuszczać, wmawiał sobie, że w ten sposób ją chroni. Ale czy to prawda? Severus wiele razy zadawał sobie to pytanie i musiał wreszcie przyznać sam przed sobą, że był zwyczajnym tchórzem. Bał się, że to będzie tylko chwilowy romans. Że zatraci się w niej, a ona odejdzie, znajdzie kogoś lepszego. Ale nie odeszła. Nigdy nie przestała zabiegać o jego względy, chociaż tyle razy ją odrzucił.
– Severusie, napijesz się herbaty? – W drzwiach stała Alecto z tacą, na której były filiżanki z gorącym napojem i talerzyk z ciasteczkami. Patrzyła na niego z przyjaznym uśmiechem i czekała na odpowiedź. Severus wiedział, że gdyby odmówił, odeszłaby, nie żywiąc żadnej urazy. Ale nie chciał odmawiać. Nie chciał jej odmawiać już nigdy więcej.
– Z chęcią, dziękuję – odpowiedział.
Kobieta weszła do sypialni i postawiła tacę na stoliku. Wzięła filiżanki i podeszła do okna, gdzie stał Severus. Przez chwilę cieszyli się w ciszy swoją obecnością, pijąc powoli herbatę i spoglądając na widok za oknem.
– Zastanawiam się, co u Toma i Harry'ego – powiedziała nagle.
– Z pewnością wszystko u nich w porządku – odpowiedział Severus.
– To niesamowite, prawda? Że w końcu im się udało. Że Tom odnalazł towarzysza po tylu latach – ciągnęła. – Czy myślisz, że my też kiedyś... Że moglibyśmy... Połączyć się? – Zapytała z lekkim rumieńcem, nie patrząc na mężczyznę.
– Masz na myśli ślub? – zapytał po prostu Severus.
– E... Tak. – Westchnęła głęboko. – Przepraszam – powiedziała po chwili, kręcąc lekko głową. – Nie powinnam tego oczekiwać. To niestosowne.
Severus odstawił filiżankę na parapet i wziął dłoń Alecto, a następnie złożył na niej pocałunek.
– Masz pełne prawo oczekiwać takich rzeczy – zapewnił ją z uśmiechem. – I myślę, że kiedy wojna się skończy i jeśli nadal będziesz chciała, to możemy oczywiście zaplanować nasz ślub.
Alecto odstawiła swoją filiżankę i przytuliła się do Severusa. Mężczyzna objął ją mocno ramionami i przylgnął wargami do jej ust, przekazując jej w ten sposób pełnię swojej miłości. Kobieta uwielbiała te momenty. Severus zawsze był bardzo czuły i troskliwy w intymnych chwilach. Zawsze dbał o to, aby czerpała możliwie największą przyjemność z jego dotyku. Nigdy nie używał magii, gdy rozpinał jej gorset. Tak jakby wiedział, że to oczekiwanie wzmaga jej podniecenie. Tym razem było tak samo. Delikatne pocałunki zmieniły się w pełne pożądania, a gdy rudowłosa wydała z siebie pierwszy jęk, Severus zsunął dłonie na jej talię i zaczął powoli ją rozbierać.
Nie trwało to jednak długo. Ich chwila zatracenia została przerwana przez głośny huk.
***
Remus i Fenrir byli na ogół zgodną parą. Rzadko się kłócili, a jeśli już doszło do potyczki, w ekspresowym tempie przystępowali do godzenia się. Być może przeprosiny następowały tak szybko ze względu na ich formę – mężczyźni zawsze dochodzili do porozumienia w łóżku – niemniej ich poważne kłótnie można policzyć na palcach jednej ręki.
Sytuacja nieco się zmieniła, kiedy pojawił się Syriusz i poznał prawdę. Fenrir był bardzo pewnym siebie wilkołakiem, jednak nie potrafił powstrzymać zazdrości, która kiełkowała w nim za każdym razem, kiedy kundel zbliżał się do Remusa, a ten posyłał mu uśmiech. Wściekłość w nim wybuchała i czasem nie mógł nad nią zapanować. Oliwy do ognia dolewała pamiętna sytuacja, kiedy Black znieważył Remusa. Fenrir nie mógł go znieść, chociaż bardzo się starał ze względu na swojego partnera.
– Wolałbym, żebyś nie przesiadywał z nim tak często – narzekał Greyback.
– Zabronisz mi spędzania czasu z przyjacielem? – zapytał poważnie Remus.
Fenrir zastanowił się chwilę. Ostatecznie to nie był taki zły pomysł. Mógł to zrobić, był Starszym i Remus musiałby go posłuchać. Miałby go wtedy tylko dla siebie i nie musiałby się martwić Blackiem...
– Fenrir...? – ponaglił go Remus zirytowanym tonem.
Mężczyzna spojrzał na niego i przygarbił się nieco.
– Nie, nie zabronię – westchnął głęboko.
– Więc ufasz mi? – dopytywał Remus.
– Oczywiście.
– I wiesz, że – bez względu na to, jak bardzo absurdalna jest ta myśl – więź nie pozwoli mi na zdradę. A Syriusz jest zdecydowanie hetero.
– Wiem – wyszeptał.
Remus odłożył gazetę, wstał z fotela i podszedł do Starszego. Przytulił się do jego pleców i stłumionym głosem zapytał:
– To w czym problem?
Fenrir odwrócił się w jego stronę i zagarnął go w swoje ramiona. W takich momentach wiedział, że nie ma się o co martwić. Ale gdy Remus opuszczał jego ramiona, a na horyzoncie pojawiał się Black, zdrowy rozsądek przestawał mieć znaczenie.
– Nie chcę, żeby znowu cię skrzywdził. I nie chcę, żebyś kiedyś miał poczucie, że z nim byłoby ci lepiej. Tak, nie zdradzisz mnie nigdy, nie będziesz w stanie. Ale to nie znaczy, że twoje uczucia nigdy się nie zmienią.
– Twoje uczucia też mogą się zmienić.
Fenrir warknął wściekły.
– Nie zmienią się.
Remus popatrzył na niego czule i uśmiechem.
– Jestem tak samo pewien swoich uczuć, jak ty swoich. I boli mnie, że ciągle podajesz to w wątpliwość.
– Nie chciałem cię zranić – oznajmił nieco zawstydzony.
– Wiem – odpowiedział Remus, ocierając się nosem o jego szorstki policzek.
– Zrobiłbym dla ciebie wszystko.
– Absolutnie wszystko?
– Tak – zapewnił. Remus uśmiechnął się podstępnie i już miał powiedzieć, co chciałby, żeby zrobił Fenrir, kiedy dobiegł ich głośny huk.
***
Hermiona biegła w panice przez korytarze rezydencji. Jak na złość wszyscy jakby zniknęli. Nie miała pojęcia, co się dzieje i co robić. Od kilku minut z oddali słychać było potężne grzmoty, a budynek powoli zaczynał wibrować. Jakby ktoś chciał go zniszczyć, ale ten mocno się opierał. Próbowała dostrzec coś przez okna, ale nic nie było widać. Powoli zapadał zmrok, a w najbliższej odległości nie było żywej duszy. Być może to było trzęsienie ziemi? To raczej niespotykane zjawisko w tym rejonie, niemniej być może odczuwają skutki jakiegoś wielkiego trzęsienia ziemi po drugiej stronie globu.
Wybiegła z korytarza w stronę schodów, kiedy wreszcie natknęła się na Draco.
– Draco! – krzyknęła. – Na Merlina, co się dzieje? Gdzie są wszyscy?
– Dambledore atakuje. Wszyscy poszli pod granice barier, żeby powstrzymać go możliwie jak najdłużej, aż przybędą posiłki – powiedział przerażony.
– Więc też chodźmy...
– Nie! Ojciec zabronił, dopóki nie będzie to absolutnie konieczne.
***
Harry i Tom do późna wylegiwali się w łóżku. Połączenie już się ustabilizowało, ale oni nie rezygnowali z możliwości bycia ze sobą blisko, wzajemnych pieszczot i seksu. Uprawiali naprawdę dużo seksu, a Harry nie mógł się nadziwić, że tak długo z tym czekali, że Tom zdołał się powstrzymać zanim się połączyli.
Riddle nie potrafił nasycić się swoim towarzyszem. Ciągle było mu mało i teraz, kiedy nic go nie ograniczało, czerpał i dawał tyle przyjemności, ile tylko był w stanie. Mieli zostać na Jukatanie jeszcze tydzień i Tom planował zwiedzanie okolicznych miejsc, aby Harry miał z tej wycieczki miłe wspomnienia dotyczące nie tylko łóżka. Tego ranka mieli zrobić sobie wycieczkę wzdłuż lasów mangrowych, a następnie wejść głęboko w dżunglę. Niestety, kiedy Tom się obudził i zobaczył, jak Harry słodko przeciąga się po śnie, nie był w stanie się powstrzymać. Poranek spędzili tak jak każdy poprzedni.
Kiedy rozluźnieni zasiedli do śniadania tuż przed południem, uznali, że wycieczkę mogą odbyć następnego dnia. I wtedy na stole nagle pojawiła się biała niewielka karteczka.
Tom wciągnął głośno powietrze, jakby to oznaczało coś złego. Powoli sięgnął i przeczytał liścik.
– Musimy wracać – powiedział po chwili smutnym i zdenerwowanym tonem. Na jego twarzy malował się wyraz grozy.
– Co się stało? – zapytał z przestrachem Harry.
– Dumbledore zaatakował.
***
Z głośnym trzaskiem pojawili się na środku salonu. Ze sobą mieli jedynie różdżki. Za oknami było już ciemno, ale co jakiś czas na niebie pojawiały się kolorowe błyski, którym towarzyszyły dźwięki grzmotów i wybuchów. Rezydencja była opustoszała i wyciszona. Harry słyszał swój własny przyspieszony oddech.
Nie mieli żadnego planu. Dumbledore ich zaskoczył. Tom nie miał pojęcia, jak udało mu się ich znaleźć. Teraz nie mieli wyboru. Musieli stanąć do walki. Musieli wygrać.
– Harry – powiedział Tom, przywołując myśli Harry'ego do chwili obecnej. – Zrobię wszystko, aby pokonać Dumbledore'a i nie dopuścić go do ciebie. Dużo ćwiczyłeś i wiem, że sobie poradzisz w walce. Ale uważaj na siebie. Oni nie będą mieć żadnych skrupułów.
– Wiem. – Harry westchnął głęboko, a potem, jakby podjął jakąś decyzję, spojrzał Tomowi w oczy i zaczął mówić. – Tom, posłuchaj, ja... Myślę, że jestem w stanie to zrobić. Walczyć z nim. Nie martw się – powiedział szybko, widząc, że Tom chce mu przerwać. – Nie będę się pchał do niego na siłę. Ale gdyby zaszła taka konieczność, w razie wypadku... Jestem gotowy.
sobota, 12 lutego 2022
Tom II Rozdział 27
Kochani,
Bardzo Was przepraszam, że tak długo to trwało. Mam wielkie wyrzuty sumienia, że tyle czasu kazałam Wam czekać na rozdział. Muszę się również przyznać, że był taki moment, że zwyczajnie nie chciałam wracać do tego opowiadania. Z perspektywy czasu widzę, ile błędów w nim popełniłam i trochę mnie to zniechęciło, ale obiecałam sobie, że skończę to opowiadanie. I oto jestem. Rozdział nie jest długi, jednym z powodów jest to, że byłam zmuszona pisać go od nowa. Miałam prawie gotowy na laptopie, ale laptop nie działa, a ja nie chciałam już przedłużać. Wyszło zupełnie inaczej niż w pierwowzorze, ale mam poczucie, że lepiej. Ocenę zostawiam Wam. :)
Jesteśmy już bardzo blisko zakończenia opowieści. W tym rozdziale coś, na co z pewnością czekaliście, wy małe zboczuchy :D
Odpowiedzi na komentarze znajdziecie w poprzednim rozdziale pod komentarzami. Niestety nie jestem w stanie obecnie korzystać z laptopa, wszystko piszę na telefonie i tak było mi łatwiej. :)
Tom II Rozdział 27
To była chwila, na którą obaj długo czekali. Eliksir był już niemal gotowy – bulotał w kociołku, czekając na ostatni składnik. Tom dodał bez wahania po kropli krwi swojej i Harry'ego. Eliksir zmienił barwę na perłową z czerwonymi refleksami i przestał bulgotać. To był znak, że jest gotowy. Tom napełnił nim srebrny puchar i zaczął intonować zaklęcie, przykładając różdżkę najpierw do lewego, potem do prawego nadgarstka Harry'ego.
– Pono signaculum, pono indicium, voveo fidelitatem.*
Po wypowiedzeniu słów zaklęcia Tom napił się z pucharu. Nadgarstki Harry'ego zostały oplecione przez magię, która pozostawiła po sobie blady znak na skórze, przypominający wytatuowaną białą bransoletkę.
Harry powtórzył zaklęcie, również oplatając nadgarski Toma swoją magią. Gdy tylko magia się ustabilizowała, a połączenie zakończyło, obaj poczuli przemożną potrzebę dotknięcia siebie nawzajem. Teraz Harry zrozumiał, dlaczego Tom kazał mu się rozebrać przed połączeniem. Tak było łatwiej. Rzucili się na siebie, kierując w tej chwili jedynie pożądaniem. W ciasnym uścisku opadli na podłogę. Starali się dotykać wzajemnie jak największą powierzchnią ciała, ale ciągle było im mało. Kiedy Tom w końcu pocałował Harry'ego, stracili resztki zahamowań. Rzucili się na siebie. Tom, pomimo zamroczenia magią, starał się choć trochę nad sobą panować. Tak pragnął wejść w Harry'ego, poczuć go w pełni, ale z tyłu głowy miał myśl, że musi go najpierw przygotować, żeby nie zrobić mu krzywdy. Szybko sięgnął po lubrykant, a potem włożył w Harry'ego jeden palec. Poruszył nim zaledwie trzy razy, a następnie dodał drugi palec. Był bardzo zniecierpliwiony i nie mógł się już dłużej powstrzymywać. Szybko włożył trzeci palec, a potem od razu wyjął wszystkie i ustawił się przed Harrym. Naparł na jego wejście i wiedział, że Harry nie ma nic przeciwko. Że w tym momencie pragnie i potrzebuje tego tak samo mocno. Jego jęki roznosiły się po pokoju i zaczęły przybierać na sile, kiedy Tom w końcu wsunął się do środka, pokonując ciasny okręg mięśni. Nie dał Harry'emu nawet chwili, aby się przyzwyczaił. Nie był w stanie się powstrzymać. Zaczął od razu mocno się poruszać. Nie był w tym jednak osamotniony.
Harry leżał pod nim zaróżowiony z podniecenia i wysiłku i nabijał się na niego tak mocno, jak tylko był w stanie, nie przejmując się drobnymi iskierkami bólu. Jego umysł był zupełnie zamroczony. Był w stanie skupić się jedynie na tym, by jak najwięcej czuć Toma. Ciągle było mu mało. Ich pocałunki były dzikie i niesamowite. Harry już nie wiedział, które dłonie są Toma, a które jego. Ich połączenie się dopełniało, a to była chwila, w której byli całkowicie zjednoczeni. I kiedy Harry myślał, że już niczego więcej poza Tomem nie potrzebuje, wtedy zawładnął nim orgazm. Krzyknął głośno, dochodząc i czując, jak Tom również dochodzi głęboko w nim. Chciał teraz powiedzieć Tomowi, jak bardzo go kocha i jak bardzo jest teraz szczęśliwy, ale ogarnęła go ciemność.
Kiedy się obudził, słońce było wysoko na niebie. Razem z Tomem leżeli na łóżku ciasno do siebie przytuleni. Spojrzał z miłością na swojego towarzysza, a potem poczuł pełny pęcherz i naglącą potrzebę wizyty w toalecie. Niechętnie wyplątał się z ramion Riddle'a i poszedł do łazienki. Szybko załatwił potrzebę i podszedł do umywalki, żeby umyć dłonie. Z uśmiechem spojrzał w lustro, a następnie wydał z siebie okrzyk przerażenia.
Sekundę później w łazience pojawił się zaspany Tom z różdżką w dłoni.
– Co się stało? – zapytał przestraszony Tom.
– To – powiedział Harry, wskazując na swoją szyję.
– Och... – Westchnął Tom ze zrozumieniem. – No cóż, myślałem, że to się nie stanie, ale mogłem cię jednak uprzedzić – powiedział przepraszająco Tom.
– Że co? Czekaj... Chcesz powiedzieć, że to normalne? Ty tego nie masz – zauważył Harry.
Tom machnął różdżką i ściągnął z siebie zaklęcie maskujące, ukazując fragmenty ciała pokryte ciemną skórą, przypominającą tę węża.
Harry dotknął swojej szyi, a potem lewej strony brzucha Toma. Skóra była nieco twardsza, ale przyjemna w dotyku. Płynnie przechodziła w zwykłą skórę. To było na swój sposób niesamowite.
– Dlaczego ja mam tylko na szyi? – zapytał Harry, zapominając o niedawnym przerażeniu.
– Nie tylko – odpowiedział Tom, a potem dotykiem wskazał miejsca na jego plecach, pośladku i udzie, gdzie również skóra się zmieniła.
Harry miał wrażenie, że dotyk w tych miejscach jest inny, stymulujący. Ten jeden dotyk wystarczył, aby bez zastanowienia rzucił się na Toma, zaczął go całować i mocno się o niego ocierać. Tom zachichotał w jego usta i zaczął odwzajemniać pieszczoty.
– Przepraszam – wysapał Harry. – Nie mogę się powstrzymać.
– To normalne – odpowiedział z trudem Tom.
Objął go ramieniem, złapał ich członki w jedną dłoń i zaczął szybko je obciągać. Orgazm przywrócił im na powrót kontrolę, chociaż nie miało to trwać długo.
– Więc tak teraz będzie? Nie będziemy się mogli powstrzymać od seksu? – zapytał zdyszany Harry.
– Tylko przez kilka dni. Potem wszystko wróci do normy.
– A co z naszą skórą?
– Nic. Moja skóra zmieniła się, gdy zacząłem dojrzewać. Sądziłem za mało prawdopodobne, żeby połączenie wpłynęło na twoją skórę, ale najwyraźniej się myliłem. – powiedział z uśmiechem, a potem nachylił się nad Harrym. – Jesteś przepiękny. – pocałował płatek jego ucha.
Harry zarumienił się uroczo i wtulił w mężczyznę. I znów to poczuł. Ale tym razem to Tom pierwszy go pocałował, a potem złapał w pasie i przeniósł na łóżko.
– Bardzo jesteś obolały? – zapytał Riddle, masując jego pośladki.
– Tylko trochę – skłamał Harry. Wiedział, że jeśli przyzna, że boli go dosyć mocno, Tom będzie się powstrzymywał przed penetracją, dopóki ból zupełnie nie ustąpi.
Mężczyzna uśmiechnął się, jakby wiedział, że Harry kłamie. Sięgnął do szafki nocnej po słoiczek z białą substancją. Nabrał sporą ilość maści na palce i zaczął wsmarowywać w nieco obrzęknięty okręg mięśni, co jakiś czas wsuwając palce do środka, przygotowując w ten sposób Harry'ego na swojego znów twardego penisa.
– Maść ukoi ból. Jeśli poczujesz coś w trakcie, powiedz mi. Weźmiemy jej więcej – poprosił.
Następnie nachylił się nad Gryfonem, pocałował go czule i wszedł w niego głęboko, do samego końca, aż Harry wydał z siebie przeciągły jęk świadczący o doznawanej przyjemności. Rzeczywiście, po bólu zostało tylko wspomnienie, czuł jedynie przyjemne rozciąganie i to śmieszne uczucie w dole brzucha, które potęgowało podniecenie. Harry wiedział, że nie wytrzyma długo. To wszystko było zbyt intensywne. Tom dobrze wiedział, co robić, żeby sprawić mu przyjemność. Niby zwykły dotyk, muśnięcie dłonią boku, klatki piersiowej, ale było to elektryzujące. Harry nie miał pojęcia, że seks może być tak wspaniały. Chociaż miał świadomość, że za część odczuć odpowiedzialne jest ich połączenie.
Tak minął im cały pierwszy dzień. Kochali się w każdym możliwym miejscu w domu. Potrzeba bliskości nie ustępowała nawet w chwilach posiłku czy kąpieli. Niemniej żaden z nich nie narzekał. To było cudowne przeżycie i Harry nie wyobrażał sobie teraz, że mógłby być z kimkolwiek innym. Tom był perfekcyjny w każdym calu. Sposób, w jaki go dotykał, z czcią i oddaniem, mówił wszystko o jego uczuciach.
Połączenie dodało Riddle'owi nowych sił. Teraz Harry widział to, czego nie zauważał wcześniej. Brak zjednoczenia z towarzyszem odcisnął na nim swoje piętno. Tom był wiotki, blady, jakby był cieniem człowieka. Teraz tryskał energią, jego skóra nabrała blasku. Harry nie mógł przestać na niego patrzeć. Za każdym razem kiedy Tom przyłapywał go na gapieniu się, Harry się rumienił, a potem Tom podchodził do niego i znów zaczynali się kochać.
– Robisz to specjalnie – powiedział Tom trzeciego dnia.
– Co robię? – zapytał Harry leniwie wyciągając się na plaży po kolejnym przyjemnym zbliżeniu.
– Prowokujesz mnie. Patrzysz na mnie i rumienisz się słodko, bo wiesz, że wtedy nie jestem w stanie ci się oprzeć – powiedział Tom obejmując go w pasie i przyciągając bliżej siebie. Harry zaśmiał się radośnie.
Nastał moment, w którym potrafili już ograniczyć liczbę stosunków, niemniej nadal kochali się kilka razy dziennie. Żaden z nich nie miał jednak pewności, czy jest to nadal wynik połączenia, czy ich własna potrzeba i chęć bycia ze sobą tak blisko, jak to możliwe.
– Paradujesz przede mną półnagi albo całkiem nagi i oczekujesz, że nie będę patrzył? – zapytał z pretensją Harry.
– Przeciwnie, oczekuję, że będziesz patrzył tylko na mnie.
Harry popatrzył na niego czule.
– Jak długo tu będziemy? – zapytał Harry. Z chęcią zostałby tu z Tomem na zawsze, z dala od wojny i wszelkich trosk, ale wiedział, że to niemożliwe. Musieli w końcu wrócić. Ale teraz to oni mogli dyktować przebieg wojny. Tom odzyskał siły, więc ich przewaga znacznie wzrosła.
– Możemy tu zostać nawet dwa tygodnie, jeśli chcesz.
***
Dumbledore wyszedł na środek pomieszczenia z zadowolowym uśmiechem. Przed nim zgromadził się cały Zakon Feniksa i cześć uczniów ze starszych roczników. Było lepiej, niż się spodziewał. Wszystko szło zgodnie z planem i już niedługo miał zwyciężyć.
– Moi drodzy, zwołałem to nagłe zebranie, żeby ogłosić bardzo ważne informacje. – Po sali przeszedł szum podekscytowanych głosów. – Jak wiecie, od dłuższego czasu próbowaliśmy namierzyć miejsce pobytu Voldemorta. Udało nam się zawęzić obszar poszukiwań do dziesięciu kilometrów kwadratowych. A zatem to oznacza, że w ciągu najbliższych kilku dni stoczymy bitwę i pokonamy Voldemorta i jego Śmierciożerców. Bądźcie gotowi na wezwanie. Gdy tylko ustalimy dokładną lokalizację, od razu przystąpimy do ataku.
Po sali rozeszły się oklaski i okrzyki radości. Ludzie Dumbledore'a już świętowali zwycięstwo. Dyrektor uśmiechnął się okrutnie za filiżanką herbaty. Wielu z nich zginie. Ale straty są konieczne dla większego dobra.
*tłum. "Nakładam pieczęć, nakładam znak, ślubuję być wiernym." Tłumaczenie Daniel King – bardzo dziękuję :)
czwartek, 15 lipca 2021
Co w trawie piszczy... edit.
Drodzy,
ponieważ wielu z Was ciekawi, kiedy powrócę do opawiadania, uspokajam - powrócę kiedyś. :)
Niedawno zostałam mamą i zwyczajnie nie mam czasu. Małe dziecko wymaga pełnej uwagi, którą chcę mu dać. Niektórzy z Was wiedzą, jak długo czekałam na ten moment i jak wiele przeszłam, żeby go doświadczyć. Nie chcę więc nic stracić z tego czasu.
A zatem opowiadanie zostanie zakończone, ale nie jestem w stanie Wam powiedzieć kiedy. Zdaję sobie sprawę, że jest ono już pisane chyba z 10 lat, ale to zawsze było tylko hobby, któremu poświęcałam czas, jeśli go miałam. Liczę więc na Wasze zrozumienie i do napisania. :)
Pozdrawiam
Seya
wtorek, 28 kwietnia 2020
Co w trawie piszczy...
Nawet nie będę się Wam tłumaczyć, dlaczego przez tak długi czas nic się tu nie pojawiło. Powodów jest wiele, ale spodziewam się również, że nie o tym chcecie czytać.
Na pewno zastanawiacie się, co dalej z blogiem. Pragnę Was uspokoić - nie został on porzucony. Kolejny rozdział jest częściowo napisany. Niestety, nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy zostanie zakończmy. Utknęłam na jednej scenie. Postaram jednak wziąć się w garść i dokończyć rozdział jak najszybciej.
Chciałabym podziękować wszystkim, którzy wiernie oczekują na kolejny rozdział i są w tym bardzo cierpliwi. Muszę przyznać, że w ostatnim czasie straciłam motywację, co na pewno zauważyliście. Ale nie lubię zostawiać rzeczy niedokończonych, więc prędzej czy później dotrzemy do wyczekiwanego zakończenia.
Jeszcze raz wszystkim dziękuję i serdecznie Was pozdrawiam. Życzę również udanej majówki pomimo sytuacji epidemicznej. :)
Seya
piątek, 24 maja 2019
Tom II Rozdział 26
Kochani, przepraszam za brak powiadomienia u tych, którzy życzyli je sobie na komunikatorze GG. Nie mogę się na niego zalogować. Jeśli chcecie otrzymywać powiadomienia drogą mailową, proszę o komentarz z adresem.;)