UWAGA!

1. Ten blog jest o miłości męsko-męskiej Jeśli nie tolerujesz takiej tematyki, opuść tę stronę i nie zostawiaj komentarzy.
2. To jest blog, nie strona z ogłoszeniami. Jeśli chcesz zareklamować swojego bloga, napisz o tym w "Spamowniku". Spam pod postami będzie usuwany!
3. Proszę, aby w komentarzach były zawarte oceny tego jak piszę, a nie o czym piszę. Proszę również o uzasadnianie swojej krytyki. Co wam się podoba, co nie i dlaczego. Będę wiedzieć dzięki temu nad czym powinnam popracować.
4. Na blogu obowiązuje kultura i etyka wypowiedzi. Komentarze uznane za obraźliwe będą usuwane! Jeśli jesteś czemuś przeciwny(-a) możesz o tym napisać, ale wyraź swoje zdanie w kulturalny sposób.
5. Postacie i świat został stworzony przez panią J. K. Rowling. To jest jedynie moja wizja historii przedstawionej przez J. K. R. Ja nie uzyskuję żadnych korzyści materialnych z opowiadania.
6. W opowiadaniu pojawiać się będą sceny seksu i tortur (+18).
7. Jeśli masz do mnie jakieś pytania lub uwagi, wyślij mi wiadomość na e-mail: seya@onet.pl napisz komentarz w "Pytania i odpowiedzi".
8. Proszę, by nie kopiować opowiadania i nie umieszczać go na stronach typu chomikuj.pl, forach literackich lub innych stronach internetowych bez mojej zgody.
9. Proszę nie zamieszczać komentarzy o treści "Kiedy next?", "Kiedy rozdział?" itp, ponieważ i tak będą one niezwłocznie przeze mnie usuwane.

LUDZIE! PRZECZYTAJCIE PUNKT 2. REGULAMINU! WYRAŹNIE JEST PODANE, GDZIE NALEŻY ZAMIESZCZAĆ OGŁOSZENIA! POD KAŻDYM INNYM POSTEM OGŁOSZENIA BĘDĄ USUWANE W TRYBIE NATYCHMIASTOWYM!!!

MOI DRODZY, NAGRODA LIEBSTER AWARD JEST PRZEZNACZONA DLA NOWYCH BLOGÓW, KTÓRE MAJĄ POTENCJAŁ, ALE BRAK IM CZYTELNIKÓW. MÓJ BLOG NIE ZALICZA SIĘ DO TEJ KATEGORII, PROSZĘ ZATEM O NIENOMINOWANIE TEGO BLOGA DO LIEBSTER AWARD.

Z uwagi na nieustannie pojawiające się komentarze typu "Kiedy next?" dodałam nowy punkt do regulaminu. Mam już dosyć pisania próśb o nieumieszczanie takich komentarzy. A szczerze mówiąc, skoro ktoś już pisze komentarz, to mógłby zrobić ten wysiłek i napisać kilka słów o rozdziale, zamiast zamieszczać samo, skądinąd nieuprzejme, "Kiedy next?".

!!!NAPRAWDĘ NIE WIEM, ILE RAZY MUSZĘ NAPISAĆ O TYM SAMYM, ŻEBY DO NIEKTÓRYCH OSÓB TO DOTARŁO. PISANIE POD POSTAMI KOMENTARZY, KTÓRE W ŻADEN SPOSÓB DO POSTÓW SIĘ NIE ODNOSZĄ, SAMO W SOBIE JEST TROCHĘ NIEGRZECZNE, ALE PYTANIE O INNE BLOGI JEST JUŻ ZWYCZAJNIE BEZCZELNE, TYM BARDZIEJ ŻE STWORZYŁAM NA TAKIE TEMATY STOSOWNE PODSTRONY: "SPAMOWNIK" I "PYTANIA I ODPOWIEDZI". POWTARZAM KOLEJNY RAZ: TAKIE KOMENTARZE BĘDĄ USUWANE, WIĘC Z ŁASKI SWOJEJ KORZYSTAJCIE Z TEGO, CO WAM OFERUJĘ, ZAMIAST ROBIĆ Z CAŁEGO MOJEGO BLOGA STRONĘ Z OGŁOSZENIAMI.!!!

Moi Drodzy! Mam problem z komunikatorem GG, w związku z czym nie mogłam wysłać niektórym z Was powiadomień. Jeśli chcecie nadal otrzymywać powiadomienia, to proszę, zostawcie swoje adresy e-mail.:)

Powiadomienia.

Jeśli ktoś chciałby być powiadamiany o nowych notkach, niech wspomni o tym w komentarzu i zostawi swój adres e-mail.

środa, 16 listopada 2022

Tom II Rozdział 31

Kochani,

Publikuję ostatni rozdział tej opowieści. To była wieloletnia przygoda, która dojrzewała razem ze mną – zaczęłam pisać jeszcze jako nastolatka, a teraz jestem dorosła, mam cudowne dziecko i kredyt hipoteczny z wyjebaną w kosmos ratą. :D

Nie zostawiam Was jednak z niczym. Zapraszam na moje nowe opowiadanie na Wattpad. Dzisiaj pojawił się pierwszy rozdział. Opowiadanie z wątkiem drarry, co najważniejsze już zakończone, więc rozdziały będą pojawiały się regularnie przez następne około 13 tygodni. Zapraszam na opowiadanie To tylko seks (wystarczy kliknąć w link :)) 


Tom II Rozdział 31

Otworzył powoli oczy. Wiedział, że leży na łóżku, ale nie do końca potrafił określić, gdzie się znajduje. Czuł się dziwnie. Jakby część jego świadomości dryfowała poza ciałem. Jakby mógł popatrzeć na siebie z góry. To było niekomfortowe uczucie. Chciał się poruszyć, ale czuł mrowienie, jakby całe ciało miał odrętwiałe. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Wyglądało znajomo, ale... nie rozumiał dlaczego leży tutaj, a nie we własnej sypialni. Spojrzał w bok i zmarszczył brwi. Coś było bardzo nie tak. 

Spróbował się podnieść, ale był zbyt osłabiony. Warknął sfrustrowany, kiedy udało mu się unieść na kilka centymetrów, a potem bezsilnie z powrotem opadł na łóżko. Westchnął głęboko.

– Harry! – zawołał, ale nie otrzymał odpowiedzi. – Harry! – zawołał ponownie.

Harry nie reagował. Leżał na łóżku obok. Nie wyglądał jakby spał. Przypominał raczej kogoś pozbawionego przytomności. Jego skóra była blada, a usta lekko sine. To nie było normalne i Tom zaczynał coraz bardziej się bać. Odetchnął z ulgą, kiedy drzwi do pokoju się otworzyły i stanął w nich Severus.

Mężczyzna początkowo wyglądał na zszokowanego, kiedy zobaczył, że Tom się wybudził. Szybko jednak otrząsnął się i podszedł do niego, chcąc sprawdzić, w jakim jest stanie. Wyciągnął różdżkę i wskazał na niego, ale Tom machnął ręką, odpychając go.

– Dlaczego Harry jest nieprzytomny? – zapytał twardym zachrypniętym głosem. Severus popatrzył na niego, jakby chciał uniknąć odpowiedzi. – Severusie! – warknął Tom, ponaglając go.

– Umarłeś – powiedział nagle Snape. 

– Co? – Tom popatrzył na niego jak na idiotę.

– Dumbledore rzucił zaklęcie.

Tom nabrał powietrza. Pamiętał. Pamiętał, jak szli na środek pola i jak znikąd pojawił się zielony promień zaklęcia. Tom nie zdążył wtedy nawet podnieść różdżki. A nawet gdyby zdążył, nie było tarczy chroniącej przed zaklęciem uśmiercającym. Tom nie wiedział, jakim cudem Dumbledore'owi udało się to zrobić, ale ugodził go zaklęciem.

– Co dalej? – zapytał, bojąc się tego, co usłyszy.

– Harry go zabił.

– Więc dlaczego jest nieprzytomny? I dlaczego ja nie jestem martwy?

– Bo Harry oddał ci tę część twojej duszy, która się w nim znajdowała – odpowiedział po przedłużającej się ciszy.

– Co zrobił? – warknął Tom.

– Oddał ci część twojej duszy. Nie jest już twoim horkruksem – powiedział tak dobitnie, jak mógł.

Tom patrzył na niego, a jego wzrok ciskał gromy.

– I pozwoliłeś mu na to -– bardziej stwierdził, niż zapytał. Jego głos był niski i groźny. 

– Nawet nie próbuj – powiedział zirytowanym głosem Severus. – Myślisz, że mogłem z nim dyskutować? A może powinien go powstrzymać i sprawdzić, czy spełni swoją groźbę o samobójstwie? Nie masz pojęcia, w jakim był stanie. Nic do niego nie docierało. Mogłem mu pomóc zrobić to możliwie jak najlepiej, albo pozwolić mu działać w pojedynkę. Dobrze wiesz, co dzieje się z horkruksami podczas odwracania zaklęcia!

Tom zbladł. To nie było możliwe. Severus nie mógł mieć na myśli, że Harry... 

– Dlaczego jest siny? – zapytał cicho Riddle.

Severus westchnął ciężko. 

– Przez jakiś czas był niewydolny oddechowo. Już jest stabilny – dodał szybko, zanim Tom mógłby się zdenerwować. – Regularnie sprawdzam jego stan. Każdego dnia jest trochę lepiej, ale nie wiem, kiedy się obudzi.
***

Draco czuł się dziwnie. Wojna skończyła się raptownie, tak jakby bitwa była granicą pomiędzy nią a czasem pokoju. Część zwolenników Dumbledore'a oczekiwała w Azkabanie na proces. Część jakby obudziła się ze snu, nie mogąc zrozumieć, co popchnęło ich do walki. Powoli zdawali sobie sprawę, że byli pod wpływem jakiegoś zaklęcia, które straciło moc z chwilą śmierci Dumbledore'a.

A Draco się zastanawiał, co zrobić ze swoim życiem. 

Niklaus od dnia bitwy był jego stałym gościem. Codziennie przychodził pod pretekstem sprawdzenia jego stanu. Każda wizyta kończyła się jednak tak samo. Mężczyzna nie ustępował i cały czas próbował przekonać Draco, aby dał mu szansę. A Draco był w rozterce. Z jednej strony cały czas czuł coś do niego. Uczucie, które nigdy nie wygasło. Ale z drugiej – pamiętał, w jaki sposób Niklaus go potraktował. Nie chciał znów przez to przechodzić.

– Tom się obudził – powiedział jego ojciec, wchodząc do pokoju. 

– Słyszałem. – Draco pokiwał głową. 

– Może będzie w stanie pomóc Harryʼemu. – Lucjusz stanął obok syna, patrząc na niego oceniająco. Jakby wiedział, że coś go trapi.

Nie chciał jednak naciskać. Draco dużo przeszedł w ostatnim czasie. Położył mu rękę na ramieniu, okazując swoje wsparcie. Już się odwracał, żeby wyjść, kiedy zatrzymał go głos syna. 

— Tato... Czy... Czy wszyscy zasługują na drugą szansę? – zapytał Draco, patrząc w okno. Bał się spojrzeć na ojca.

– To zależy... – powiedział powoli Lucjusz. – Wiesz, co sądzę – stwierdził mężczyzna, odgadując, o co dokładnie pyta jego syn. – Ale dlaczego w ogóle się nad tym zastanawiasz?

Draco westchnął, nie potrafiąc do końca wyjaśnić, co czuje. Sam nie w pełni to rozumiał. Był tak bardzo rozdarty, że niemal czuł przetarcia na swojej duszy.

– On uratował mi życie – powiedział w końcu.

– Draco... – powiedział zrezygnowanym głosem Lucjusz. – To nie jest dobry sposób na spłacenie długu.

– Wiem, ale... On mógł mnie zmienić. Mógł powiedzieć, że to była jedyna szansa, żeby uratować mi życie. Mógł to zrobić i nikt nie oskarżyłby go o skorzystanie z okazji.

– Myślisz, że się zmienił. – Lucjusz usiadł obok syna na łóżku. – Jedna sytuacja, w której postąpił dobrze, nie jest jeszcze dowodem żadnej zmiany. Nie ufam mu. I ty też nie powinieneś.

– Wiem, ale... Mógł mnie mieć. Mógł mnie zmienić i po prostu mieć. A on... 

– Pozwolił ci żyć i go odrzucić, tak – zgodził się Lucjusz. 

Wieczorem tego dnia Draco nadal nie był pewien, co robić, ale nie był już tak rozdarty. Miał pewien plan i jeśli on się powiedzie, wszelkie wątpliwości powinny zniknąć.

Kiedy Klaus jak każdego poprzedniego wieczora zakradł się do jego pokoju, powiedział bardzo stanowczo, jaki jest jego warunek. 

– Przekonaj mojego ojca. – Mężczyzna popatrzył na niego, jakby spodziewał się żartu. – Jeśli go przekonasz i on zaakceptuje ten związek, będę twój tak długo, jak zechcesz.

Niklaus popatrzył na niego, próbując ukryć wzburzenie i rodzącą się wściekłość. Darzył Draco bardzo silnymi uczuciami, ale to nie znaczy, że na jego życzenie będzie się płaszczył. Wyszedł z pokoju, nie odzywając się ani słowem. Nie zamierzał tego robić. A skoro chłopak tak stawiał sytuację i to po tym, jak uratował mu życie, to lepiej będzie, jeśli odejdzie i znajdzie sobie inny obiekt zainteresowań.

Przed odejściem chciał jeszcze zajrzeć do Toma. Wiedział, że mężczyzna źle znosi sytuację z Harrym i za wszelką cenę próbuje przywrócić mu siły i zdrowie. Niemal całą moc Czarnej Rożdżki wykorzystał na rytuał mający chronić chłopaka przed zaklęciem uśmiercającym. Teraz przy pomocy szczątek artefaktu próbował uzupełnić jego magię i obudzić z tej dziwnej śpiączki. 

– Co z twoim towarzyszem? – zapytał, wchodząc do pokoju, nie trudząc się pukaniem.

Tom właśnie przemywał twarz Harryʼego wilgotną ściereczką.

– Lepiej – oznajmił Riddle. – Puls wrócił do normy, oddech się wyrównał. Wyczuwam, że jego magia także się wzmocniła. Wierzę, że obudzi się w ciągu dwóch dni.

– To dobrze – stwierdził mężczyzna. – Odchodzę – rzucił. 

– Znowu? – Zapytał Tom, unosząc brwi. – Myślałem, że zamierzasz zostać z Draco i się z nim związać. 

– Zamierzałem, ale on stawia absurdalne warunki.

– Lubią to robić, prawda? – rzucił po chwili ze smutkiem Tom. Klaus popatrzył na niego dziwnie. – Harry też ciągle stawiał warunki. Nawet jeśli nie chciałem jakiegoś spełnić, to potem docierało do mnie, że zależy mi tylko na tym, żeby był szczęśliwy. Nie jest ważne, o co poprosi, ja i tak zrobię wszystko. – Riddle odwrócił się do wampira i popatrzył na niego poważnie. – Jeśli naprawdę go kochasz i jeśli naprawdę chcesz się z nim związać, zrób to, o co cię prosi. A jeśli nie jesteś gotów na żadne poświęcenia, to odejdź i nie pojawiaj się więcej w jego życiu. To nie jest kolejny mugol, którego możesz zahipnotyzować i sterować nim wedle życzenia.

Niklaus nic już nie powiedział. Wyszedł z pokoju i skierował się do swojej sypialni.

Dokładnie trzy dni później znowu przyszedł do Draco. Blondyn akurat czytał książkę, siedząc w fotelu. Gdy mężczyzna wszedł do środka, podniósł głowę, nie spodziewając się akurat jego. Niklaus podszedł do Ślizgona, podciągnął go do góry, objął i namiętnie pocałował. Draco najpierw był w lekkim szoku, ale szybko się z niego otrząsnął. Odsunął się stanowczo od mężczyzny i odłożył książkę na stolik – spadła na podłogę, gdy ten porwał go w ramiona.

– Niklaus, mieliśmy umowę – powiedział Draco.

– Tak. Jej warunki zostały wypełnione.

– Co? Chcesz powiedzieć, że przekonałeś mojego ojca? Jak? – zapytał zdziwiony.

– Jakie to ma znaczenie? Przekonałem go, a teraz chcę nadrobić stracony czas. – Przyciągnął go z powrotem do siebie.

– Niklaus, jeśli to kolejny podstęp... – zaczął zdenerwowany Draco.

– To nie jest podstęp – zapewnił.

– Więc jeśli teraz do niego pójdę, on potwierdzi twoje słowa?

– Tak.

– W porządku. Zaraz wracam – powiedział, a potem czmychnął z jego ramion i szybko wyszedł z pokoju.

Niemal biegiem rzucił się do salonu, gdzie jego ojciec zwykle spędzał popołudnia. Przed schodami na dół wpadł na Toma, którego mina wyrażała rozbawienie. 

– Draco? – zdziwił się jego widokiem. – Czy nie powinieneś być teraz z Niklausem?

Draco popatrzył na niego podejrzliwie. Po chwili wiedział już, że cokolwiek nie wydarzyło się pomiędzy jego ojcem a Klausem, Tom o tym wie. 

– Tom... Czy to prawda, że on przekonał... – zaczął Draco. 

– Tak – przerwał mu Riddle. – Można powiedzieć, że Lucjusz pobłogosławił wasz związek – stwierdził ze śmiechem Tom.

– Jakim cudem? – zapytał zaskoczony Draco.

– Klaus złożył wieczystą przysięgę.

To nie było coś, na co Draco był przygotowany. Merlinie, Niklaus praktycznie położył na szali swoje życie, aby z nim być. To nie było coś, czego oczekiwał od mężczyzny. Gdyby złamał chociaż jeden warunek przysięgi, nawet jego nieśmiertelność go nie ocali. Draco wrócił do pokoju zdruzgotany. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami.

– No i co? Sprawdziłeś już, że nie jestem kłamcą? – zapytał nieco zirytowany mężczyzna.

– Nie musiałeś tego robić – powiedział cicho blondyn.

– Musiałem. To był twój warunek.

– Miałeś tylko pogadać z moim ojcem. Nie prosiłem o składanie wieczystej przysięgi.

– To był jedyny sposób, żeby go przekonać – powiedział dobitnie mężczyzna, a Draco wyczuł, że jego zdenerwowanie całą sytuacją może wyjść spod kontroli.

Odepchnął się od drzwi, podszedł do niego, objął go w pasie i mocno się wtulil. Niklaus westchnął głęboko, nieco się uspokajając i także objął Draco.

– Więc jaka dokładnie była treść przysięgi? – zapytał Draco, pocierając nosem o szyję mężczyzny.

– Obiecałem, że wszystko, co będzie dotyczyło ciebie, zrobię wyłącznie za twoim przyzwoleniem.

– Och... Więc... Chciałbym, żebyś wiedział, że zgadzam się na...

– Na? – ponaglił go Klaus.

– Na nadrobienie straconego czasu.

Niklaus uśmiechnął się pożądliwie, a potem schylił się po pocałunek. Tej nocy Draco wielokrotnie zgadzał się na różne rzeczy które dotyczyły jego.

***

– Więc mówisz, że Niklaus się ogarnął i będą teraz z Draco szczęśliwą parą? – zapytał Harry słabym głosem.

Zaledwie wczoraj wieczorem ocknął się z tej dziwnej i długiej śpiączki. Właściwie czuł się dobrze, nic go nie bolało i nie miał żadnych niepokojących objawów. Był tylko koszmarnie zmęczony. Tom twierdził, że jest to wynik wyczerpania magicznego i brak normalnego snu. Za kilka dni powinien być jak nowonarodzony. 

Tom dobitnie uświadomił mu, w jak złym stanie był przez rytuał przeniesienia fragmentu duszy. Jak się okazało, Harry nie tylko zwrócił Tomowi część duszy, która w nim żyła, ale przez powtórzenie magicznej inkantacji przez Severusa, pozostałe wcześniej utracone części duszy Toma także odnalazły jego ciało, a magia Harry'ego pozwoliła tym fragmentom się zespolić. To dlatego Harry wymagał tak długiego czasu na regenerację. Niemniej Tom nie omieszkał mu wytknąć, że niemal stracił przy tym życie i zakazał robić takich głupot. Harry nie był w stanie przekonać go, że nie potrafiłby bez niego żyć. Wiedział jednak, że Tom na jego miejscu postąpiłby tak samo. 

– Tak w skrócie. Lucjusz nie do końca jest zadowolony, ale ostatecznie zaakceptował ten stan rzeczy – powiedział, a potem czule go pocałował.

– I wojna się skończyła. Możemy robić, co tylko zechcemy – rozmarzył się Harry.

– Ja mogę robić, co zechcę. Ty wracasz do szkoły, kochanie – zauważył Tom, a Harryʼemu zrzedła mina.

– A nasza podróż? Wiesz, w końcu została przerwana i myślę, że powinniśmy wrócić tam i zakończyć ją zgodnie z planem.

– Myślisz, że jesteś taki cwany, co? – zaśmiał się Tom. Nachylił się nad Gryfonem i pocałował go, przelewając w ten gest całą swoją miłość. – Wrócimy tam na trzy dni. A potem ty wrócisz do Hogwartu.

Harry ostatecznie przystał na ten warunek. W końcu Tom miał uczuć Obrony do końca tego roku, więc przynajmniej będą razem.

Wydawałoby się, że świat magiczny bardzo się teraz zmieni, ale jedyne, co naprawdę się zmieniło, to brak tego strachu, że w każdej chwili może dojść do jakiegoś ataku. Ludzie znowu zaczęli świętować i tym razem byli pewni, że te koszmarne czasu już nie wrócą.


KONIEC 

niedziela, 27 marca 2022

Tom II Rozdział 30

 Kochani! 


Przed Wami kolejny rozdział. Jeszcze nie wiem, czy następny uda mi się wstawić przed świętami, więc na wszelki wypadek życzę Wam ciepłych, spokojnych i radosnych Świąt Wielkanocnych!


Odpowiedzi na komentarze znajdziecie pod poprzednim rozdziałem.:)


Tom II Rozdział 30


Miał wrażenie, jakby opuściły go wszystkie siły, a mięśnie zamieniły się w jakąś rozlazłą masę. Nie był w stanie się ruszyć. Klęczał przy ciele Toma i prosił Merlina, żeby ten nabrał chociaż jeden drżący oddech, żeby pojawiły się jakiekolwiek oznaki świadczące o tym, że jednak żyje. Ale nic takiego się nie stało.

– Harry, chodź. Musimy go stąd zabrać.

Usłyszał nad sobą głos Severusa.

– Musimy coś zrobić – powiedział niewyraźnie Harry, nadal oszołomiony całą sytuacją.

– Musimy zabrać go do domu. Chodź – powiedział łagodnie Severus. Następnie wyciągnął różdżkę i rzucił na ciało Toma zaklecie lewitujące. Potem złapał Harry'ego pod ramię i poprowadził obok siebie w kierunku rezydencji.

Przeszli przez kilka korytarzy, aż znaleźli się w sali opatrunkowej, powiększonej teraz do rozmiarów Skrzydła Szpitalnego w Hogwarcie. Wiele osób po walce potrzebowało pomocy medycznej, ale Gryfon przeszedł przez salę, w ogóle nie zauważając ludzi, którzy się tam znajdowali. Severus położył ciało Toma na łóżku w oddzielonym niewielkim pokoju. Harry podszedł do zimnego ciała i złapał mocno dłoń Toma w nadziei, że poczuje w odpowiedzi jego uścisk.

– Severusie musimy mu jakoś pomóc. On nie może umrzeć – powiedział cicho Potter.

– Harry, on... On już nie żyje. –Powiedział z trudem Snape. – Już nic nie możemy zrobić.

Harry uderzył pięścią w drewniany zagłówek łóżka. Nie chciał tego słyszeć. Musiał być sposób.

– Co z czarną magią? Musi być coś...

– Harry, nie istnieje zaklecie, które przywraca ludziom życie.

Harry opadł na krzesło zrezygnowany i zrozpaczony. To nie tak miało wyglądać. Mieli pokonać Dumbledore'a i spędzić razem życie. Mieli być szczęśliwi. Wszystkie działania podejmowane w przeszłości miały ich doprowadzić do wspólnej dalekiej przyszłości. Już od momentu, w którym Tom przyszedł do domu jego rodziców i zobaczył w Harrym swojego towarzysza.

– Powinieneś się z nim pożegnać – zaczął mówić łagodnym głosem Severus. – A potem przygotujemy jego ciało do pogrzebu.

Harry spojrzał na Severusa, jakby nie rozumiał, co do niego mówi. Miał poczucie, że jego dusza jest rozrywana na pół, a każda z jej części dryfuje w przeciwnym kierunku.

Dusza... No tak. Jak mógł wcześniej o tym nie pomyśleć?

– Jestem jego horkruksem – powiedział ostrożnie. 

– Co? – zapytał zdziwiony Severus. 

– Możemy przywrócić mu życie. Jestem jego horkruksem. Wystarczy, że oddam mu tę cześć duszy, która się we mnie znajduje. – Spojrzał na Severusa z nadzieją. 

– Nie ma mowy – powiedział mężczyzna. – Nie zaryzykuję twojego życia, żeby uratować jego. 

– Nie obchodzi mnie twoje zdanie – warknął Gryfon. 

– Harry, ty jesteś żywym horkruksem. Nikt przed Tomem ani po nim nie umieścił części swojej duszy w żywej istocie. Nie wiemy, co może się stać, kiedy wyrwiemy z ciebie tę część. Przedmioty, które były horkruksami, po tym procesie ulegały zniszczeniu. Co, jeśli umrzesz? – Snape cedził każde słowo, chcąc przemówić Harry'emu do rozsądku. – Myślisz, że Tom będzie szczęśliwy, że odzyskał swoje życie kosztem twojego? 

– Jeśli mi nie pomożesz i tak odbiorę sobie życie – powiedział poważnie Harry. – Proszę, Severusie. Na pewno wiesz, jak przeprowadzić ten proces. Nie jestem w stanie żyć bez niego.

– Harry, to jest zbyt niebezpieczne. – Głos Severusa zdradzał zdenerwowanie. Mężczyzna nie mógł tak po prostu zgodzić się, aby jego chrześniak ryzykował życie. 

– To moja decyzja. Jeśli mi nie pomożesz, zrobię to sam. Ale z tobą mam znacznie większe szanse – przekonywał go Harry. – A jeśli mi to uniemożliwisz, przysięgam na swoją magię, że się zabiję. 

Severusa poraziła powaga Harry'ego, kiedy wypowiadał ostatnie zdanie. I wiedział, czuł, że Gryfon nie żartuje. Westchnął ciężko i całkowicie wbrew sobie podjął decyzję. Nie zamierzał jednak robić wszystkiego pod dyktando chłopaka. 

– Spróbujemy raz przeprowadzić rytuał. Jeśli się nie powiedzie, nigdy więcej go nie powtórzymy. Rozumiesz? – zapytał Snape. – Zgodzę się, żeby ci pomóc, tylko pod tym warunkiem. Zakładając optymistycznie, że przeżyjesz cały proces. 

– W porządku – odpowiedział natychmiast Harry. 

– Kartofelku! – zawołał Severus. Skrzat natychmiast pojawił się obok. – Przynieś z mojego pokoju czarną księgę, tę którą kazałem ci chronić twoimi czarami. 

– Kartofelek zaraz wróci z księgą. – Skrzat ukłonił się, a potem zniknął z cichym pyknięciem. Dosłownie kilka sekund później pojawił się ponownie, z trudem utrzymując w rękach wielkie czarne tomiszcze.

Severus szybko zabrał księgę od skrzata, położył ją na stoliku obok i zaczął kartkować w poszukiwaniu opisu rytuału. Proces nie był skomplikowany w przypadku zwykłych horkruksów. Wystarczyło otworzyć przedmiot hasłem, które zostało ustalone w czasie tworzenia horkruksa, a następnie wypowiedzieć inkantację zaklęcia, aby uwolniona część duszy wróciła do właściciela. Jedyną skomplikowaną częścią było to, że od momentu otwarcia horkruksa do wypowiedzenia zaklęcia nie mogło minąć więcej niż pół minuty.

W przypadku Harry'ego i Toma sprawa się komplikowała. Nie było ustalonego hasła, a nawet jeśli takie by istniało, Harry nie jest przedmiotem, który można otworzyć. Severus wiedział, że w ich przypadku wszystko zależne było od krwi. Tom mógł odrodzić się z krwi Harry'ego, ponieważ Harry był jego horkruksem. Severus myślał o tym już wcześniej, ale nigdy nie sądził, że przyjdzie mu sprawdzić własną teorię. To było bardzo ryzykowne, ale nie było innego wyjścia, a on nie miał pomysłu, jak inaczej można przeprowadzić proces przeniesienia części duszy.

– Będę musiał na kilka sekund przeciąć żyły na twoich nadgarstkach – powiedział w końcu Harry'emu. – Ty i Tom musicie leżeć blisko siebie. – Szybkim ruchem różdżki przetransmutował krzesło, na którym siedział wcześniej Harry, w drugie szpitalne łóżko. – Po rozcięciu nadgarstka, wypowiem zaklecie, które przeniesie cześć duszy z powrotem do ciała Toma. Nie mam pojęcia, co stanie się potem – powiedział grobowym tonem, patrząc bardzo poważnie na Harry'ego. – Mam nadzieję, że przeżyjesz – powiedział cicho, jednak głos i tak mu się załamał. 

Harry nie był w stanie mu odpowiedzieć. Kiwnął tylko głową, na znak, że wszystko zrozumiał, a następnie zdjął kurtkę i sweter i położył się na łóżku. Był przerażony, ale musiał to zrobić. Wyciągnął ręce, pozwalając Severusowi na zrobienie długich nacięć na obu nadgarstkach. Skrzywił się, kiedy sztylet przeciął skórę, a z żył popłynęła krew. Severus wyciągnął różdżkę i wskazał nią na Harry'ego. 

– Anima ad corpus redit* – zaintonował zaklecie, a potem wskazał różdżką na Toma. Nic jednak się nie wydarzyło. Harry patrzył ze strachem to na Severusa, to na Toma, chcąc zobaczyć jakiekolwiek oznaki, że zaklecie się powiodło. – Anima ad corpus redit – Severus jeszcze raz wypowiedział zaklecie i jeszcze raz wskazał różdżką najpierw Harry'ego, a potem Toma. Harry nadal jednak nie czuł i nie widział, aby cokolwiek się zmieniło. Nie wiedział, czy to normalne, ale wydawało mu się, że powinien poczuć cokolwiek, przy wyrywaniu cząstki duszy Toma z jego ciała. – Anima ad corpus redit! – krzyknął Severus.

Wtedy Harry poczuł przemożny ból w całym ciele, jakby rzucono na niego tysiąc Cruciatusów jednocześnie. Czuł się, jakby umierał, a potworność tego, co odczuwał, była nie do opisania. Trwało to zaledwie kilka sekund, ale dla Harryʼego zdawało się to wiecznością. Kiedy ból w końcu minął, jego ciało opadło bezwładnie na łóżko, a umysł zalała ciemność.

***

Draco czuł się dziwnie. Nie był pewien, gdzie się znajduje, ani co się z nim dzieje. Pamiętał bitwę i to, że dostał jakimś paskudnym zaklęciem, ale nie mógł sobie przypomnieć, co było potem. Czuł lekkie odrętwienie na całym ciele, jakby przez bardzo długi czas tkwił w jednej pozycji. Nie czuł bólu, za to ścisk w żołądku i suchość w ustach dawały o sobie znać. Marzył o kropli wody.

Z wielkim trudem otworzył w końcu oczy i się rozejrzał. Leżał na łóżku w swoim pokoju. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo, jakby nic się nie wydarzyło. Obok jego łóżka na krześle siedziała Narcyza. Musiała przysnąć, czekając, aż się obudzi. Nie chciał przerywać jej odpoczynku, wyglądała na wyczerpaną, ale musiał wiedzieć, co się dzieje. Wyciągnął drżącą dłoń i potrząsnął jej ramieniem. To wystarczyło, aby zerwała się z miejsca. Spojrzała z przestrachem na syna, ale gdy zobaczyła, że ten odzyskał przytomność i wygląda dobrze, początkowa panika minęła. 

– Draco, jak się czujesz? – zapytała głosem pełnym emocji. 

– Ja... – zaczął Draco, ale jego głos był bardzo słaby i zachrypnięty. Próba mówienia wywołała kaszel. Narcyza podała mu szklankę wody, którą ten łapczywie wypił. Westchnął głęboko. – Teraz już lepiej – oznajmił, zmuszając się do lekkiego uśmiechu. – Co się stało? 

– Zostałeś poważnie ranny w bitwie. Regulus powiedział mi o tym dopiero, kiedy walka się skończyła. Nie mógł mnie wcześniej odnaleźć. Niewiele brakowało, a... – Głos Narcyzy się załamał, a ona zaniosła się płaczem. Musiało być z nim naprawdę źle, skoro reagowała w ten sposób. Po chwili jednak opanowała się i mówiła dalej roztrzęsionym głosem. – Niklaus uratował ci życie. Wstrzyknął ci swoją krew i uzdrowił. Byłeś... Prawie się wykrwawiłeś. – Znów zaniosła się płaczem. 

Draco wyciągnął rękę i ścisnął jej dłoń. Nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała. Był o cal od śmierci. I uratował go Niklaus. Ze wszystkich osób właśnie on. Draco nie potrafił znaleźć wytłumaczenia, dlaczego mężczyzna to zrobił i jak w ogóle znalazł się na polu bitwy. Ale to nie było teraz najważniejsze. Tym zajmie się później. 

– Mamo, gdzie jest tata? – zapytał zaniepokojony. 

– W skrzydle szpitalnym. Też został poważnie ranny, ale nic mu nie będzie – szybko zapewniła kobieta. – Musi tylko odpocząć. Alecto podała mu eliksir nasenny, żeby nie czuł bólu, kiedy będzie go uzdrawiać. – Narcyza westchnęła głęboko, jakby przygotowując się do najgorszej chwili w swoim życiu. – Tom nie żyje –powiedziała cicho.

Draco spojrzał na nią w szoku. To nie było możliwe. Żaden plan nie zakładał tego.

– Powiedz, że to nieprawda – poprosił Draco. 

– Przykro mi, kochanie – wyszeptała, ściskając mocno jego dłoń. 

– A co z Harrym? – zapytał, bojąc się odpowiedzi. 

– Pokonał Dumbledore'a. Nic mu nie jest, ale... On i Severus zniknęli z ciałem Toma. Podejrzewamy, że Harry potrzebuje czasu, żeby... pożegnać się.

– Ile czasu minęło od bitwy? 

– Niewiele. Jest koło południa. Bitwa miała miejsce ostatniej nocy.

Draco już o nic więcej nie pytał. Bał się odpowiedzi. Opadł na poduszki przytłoczony złymi informacjami. Nigdy nawet nie brał pod uwagę, że Tom może zginąć w bitwie. Był zbyt dobry, nikt nie był w stanie pokonać go w walce. Jak to możliwe, że nie żyje? Być może to nieprawda? Może wszystko jest w porządku i nikomu nic się nie stało, a Draco po prostu śni koszmar? Może musi się obudzić, a kiedy wstanie, dowie się, że wszystko jest dobrze? Draco zapadł w końcu w niespokojny sen, ale rzeczywistość, chociaż koszmarna, nie była wytworem jego umysłu. 


* łac. Dusza wraca do ciała. Tłumaczenie za wujkiem Google. 

czwartek, 10 marca 2022

Tom II Rozdział 29

Kochani, 


Przed Wami kolejny rozdział. Można powiedzieć, że wpisuje się w obecne potworne czasy. Dajcie znać, czy wszystko u Was w porządku. 

Chwała Ukrainie! I Polsce, niech pozostanie bezpieczna. 


Odpowiedzi na komentarze znajdziecie pod poprzednim rozdziałem. 


PS Nie zabijajcie mnie za końcówkę tego rozdziału. 


Draco nigdy nie myślał, że wojna może być tak potworna. Nigdy nie był na polu walki, a to, co widział teraz, przeszło jego najgorsze wyobrażenia. To była rzeź. Ludzie Dumbledore'a nie wahali się, rzucali najgorszymi klątwami, nie patrząc, w kogo one trafią. Draco zdecydowanie nie był na to przygotowany.

Razem z Hermioną rzucali zaklęciami ogłuszającymi i paraliżującymi. Trafienie w ruchomy cel było trudne, a oni nie chcieli przez przypadek wyeliminować kogoś z ich strony. Przemieszczali się po polu walki, chroniąc siebie nawzajem i raz po raz mijając martwe zakrwawione ciała porzucone na ziemi. Draco za każdym razem odwracał wzrok, bojąc się, że rozpozna kogoś znajomego w zastygłej twarzy wykrzywionej w przerażającym wyrazie. Jakiś czas temu w oddali zobaczył rodziców, całych i zyskujących przewagę w walce, co go nieco uspokoiło. Nie był jednak przygotowany na Weasleya, który wpadł na nich z impetem, kiedy zbliżali się do granicy lasu, gdzie walczących praktycznie nie było. 

– Hermiona, musimy znaleźć Harry'ego, szybko – wrzeszczał. – On jest w wielkim niebezpieczeństwie.

– Wszyscy jesteśmy w niebezpieczeństwie, jest wojna. Jesteś idiotą, jeśli myślisz, że zaprowadzimy cię do Harry'ego – zakpił Draco.

– Ron, o co chodzi? – zapytała Hermiona, ignorując ostrożność przyjaciela.

– Dumbledore'a tu nie ma. On stworzył jakiś alarm czy coś. Percy miał to ustawić dokładnie na środku pola bitwy. Kiedy Harry się tam pojawi, Dumbledore będzie wiedział, aportuje się obok i go zabije. Musimy go ostrzec! – Weasley wyglądał na zdesperowanego.

Hermiona wiedziała, że kiedy zniknęli z Hogwartu, Ron przemyślał kilka spraw. Ale miała wątpliwości, czy mówi prawdę. Mógł przekazać im informację w dobrej wierze, ale przecież Dumbledore mógł to uknuć. Mógł sprawić, że do Rona dotrze fałszywa informacja o pułapce.

– Myślę, że powinniśmy znaleźć Harry'ego i Toma. – Draco spojrzał na nią z niedowierzaniem. – Nawet jeśli ta informacja jest nieprawdziwa, powinni o niej wiedzieć.

Draco westchnął cierpiętniczo.

– Dobrze, musimy znaleźć kogoś z mrocznym znakiem. Inaczej do nich nie dotrzemy.

***

– Harry, wracasz do rezydencji – powiedział Tom, gdy Ron przekazał im już wszystko, co wiedział.

Hermiona i Draco w tłumie walczących znaleźli Regulusa i poprosili go o wezwanie Toma. Spotkali się na skraju lasu w ocienionym miejscu, w którym trudno było ich dostrzec. Pomiędzy drzewami utworzyli niewielką barierę, aby żadne nieproszone oczy i uszy nie zwróciły na nich uwagi.

– Co? Nie ma mowy! – oburzył się Harry.

– Wracasz do rezydencji. Nie pozwolę, żeby coś ci się stało.

– Tom, muszę tu zostać i muszę iść na środek pola. Inaczej on się tu nie pojawi, a wtedy cała walka pójdzie na marne. Chce mnie zabić, wiem! – krzyknął, kiedy Tom chciał mu przerwać. – Musimy zabić go, zanim zdąży wykonać jakiś ruch.

– On ma rację – wtrącił się Regulus, zwracając do Toma. – Nie wiemy, kiedy nadarzy się kolejna okazja na konfrontację. To może być jedyna szansa.

Tom potarł twarz dłońmi w geście bezradności. Wiedział, że muszą to zrobić, muszą sprawić, żeby Dumbledore się pokazał. Ale wystawianie Harry'ego na takie ryzyko nie było łatwe.

– Tom? – Harry zbliżył się do mężczyzny i złapał jego dłoń. – Damy radę. On zaatakował pierwszy, uknuł plan i jest pewien swego. Myśli, że ma przewagę, więc straci czujność. Nie wie, że spodziewamy się jego ruchu.

– Wiem. Ale to nie znaczy, że jesteś bezpieczny.

– Nigdy nie będę bezpieczny, jeśli go nie pokonamy.

Tom westchnął.

– Nie chowaj różdżki pod żadnym pozorem. I choćby nie wiem czym ci groził, nie poddawaj się – powiedział stanowczo Tom.

– Nie zamierzam.

***

Kiedy ustalili plan działania, rozdzielili się i wrócili do walki. Harry i Tom poszli na środek pola, natomiast Draco, Hermiona i Regulus zaczęli zmierzać w kierunku rezydencji, gdzie ludzie Dumbledore'a próbowali przebić się przez obronę i dostać do środka. Wśród walczących Draco widział byłych kolegów, z którymi jeszcze kilka miesięcy temu chodził na zajęcia w szkole. Nie było tam Ślizgonów, głównie Krukoni i Gryfoni. Dumbledore wyprał im mózgi. Mógł się więc domyślić, że gdy tylko pojawi się w pobliżu, zostanie zaatakowany jakąś paskudną klątwą.

Zaklęcie uderzyło go w klatkę piersiową i wyrwało z jego płuc całe powietrze. Przez chwilę nie mógł złapać tchu i bezwładnie opadł na ziemię. Kiedy w końcu udało mu się nabrać powietrza, poczuł ból w całym ciele. Zerknął w dół i zobaczył, że jego szaty są pokryte plamami krwi, które ciągle się powiększały. Z jego ust wyrwał się głośny, przerażający jęk.

Poczuł, jak ktoś opadł obok niego i zaczął go dotykać. Słyszał nad sobą dźwięki szamotaniny, ale ból ciała był tak obezwładniający, że był w stanie tylko zaciskać mocno powieki i skowyczeć z bólu. Nie trwało długo, zanim stracił przytomność.

– Nie wiem... Nie mam pojęcia, co robić – mówił cicho Regulus. – Severus. Potrzebujemy Severusa. – Rozglądał się w panice, próbując trzęsącymi dłońmi zatamować krwawienie z otwartych ran.

– Ja go uzdrowię – usłyszał głos za plecami. Odwrócił się szybko, trzymając różdżkę w pogotowiu. – Zabiorę go do rezydencji i uleczę.

– Nie dotkniesz go. Nie pozwolę ci.

– Za kilka minut wykrwawi się i umrze. Nie zrobię mu krzywdy, przysięgam.

***

Harry i Tom przedzierali się przez pole bitwy skutecznie odpierając wszelkie ataki. Za chwilę mieli stanąć do walki nie tylko o swoje życie, ale także o przyszłość magicznej Wielkiej Brytanii. Harry czuł na swoich barkach wielką odpowiedzialność, ale ulgi i pewności dodawała mu świadomość, że nie jest sam.

Raz po raz spoglądał na Toma i dziękował Merlinowi, że zdążyli się połączyć przed bitwą. Nigdy nie widział go takiego. Jakby włączył mu się tryb walki, był tak bardzo energiczny. Żadne zaklecie nie zdołało go dosięgnąć, nie miał nawet zadrapania. Mógł z powodzeniem walczyć za nich obu. To było piękne. Ta władczość i zdecydowane ruchy dłoni trzymającej różdżkę. Mógł niemal zobaczyć, jak jego mięśnie poruszają się pod szatą, kiedy unikał kolejnych zaklęć rzucanych w jego stronę. Harry chciał zawsze widzieć Toma właśnie takiego, pełnego energii i determinacji.

Byli już blisko środka pola. Harry w tłumie walczących widział Percy'ego. To było dziwne. Był pod wodzą Dumbledore'a, a teraz walczył z jego ludźmi. Postąpili jeszcze kilka kroków, kiedy Harry usłyszał niewyraźnie swoje imię. To Percy go wolał. Kiedy chłopak zdołał w końcu odeprzeć atak przeciwnika, szybko do nich podbiegł. Harry i Tom stali z różdżkami wycelowanymi w jego klatkę piersiową.

– Harry, musisz uciekać – powiedział zadyszany po niedawnej walce. – Musisz trzymać się jak najdalej od środka pola. Dumbledore kazał mi ustawić tam alarm. Jeśli się tam zbliżysz, on się pojawi...

– Dlaczego nam to mówisz? – przerwał mu Tom.

Percy popatrzył na niego jak na idiotę.

– Bo nie chcę, żeby Harry zginął!

– Dlaczego chcesz nam pomóc, przecież jesteś po stronie Dumbledore'a? – zapytał spokojnie Harry.

– Byłem. Wszyscy byliśmy, dopóki nie powiedział, że trzeba cię zabić.

– Percy, musimy tam iść, inaczej...

– Harry, nie rozumiesz, on chce cię...

– Wiem, co chce zrobić – przerwał mu Potter. – Ale i tak tam pójdziemy i staniemy z nim do walki. Uważaj na siebie – powiedział na odchodne.

Byli już zaledwie kilka metrów od celu. Harry mocno trzymał różdżkę i czuł, że lekko ślizga się w spoconej dłoni. Nie było już odwrotu. To był moment, na który czekali.

– Nie daj się zaskoczyć – powiedział cicho Tom, w skupieniu obserwując najbliższe otoczenie. – On może się pojawić w każdej chwili...

Ledwo zdążył wypowiedzieć ostatnie słowo, a zielony promień ugodził go w pierś. Riddle osunął się bezwładnie na ziemię. Oczy wciąż miał otwarte, ale widniała w nich jedynie pustka. Harry czuł, że brakuje mu powietrza, ale nie mógł go nabrać. To nie mogło się dziać. To tylko kolejny z jego koszmarów. Przecież to niemożliwe. Tom nie mógł... umrzeć.

Przełknął wielką gulę, która utworzyła się w jego gardle i opadł na kolana obok nieruchomego ciała. W końcu wziął drżący oddech, próbując zrobić coś, cokolwiek, co sprawi, że Tom wstanie. Cały i żywy.

– Tom... Tom, powiedz coś. Musisz żyć... – próbował mówić, kiedy z jego oczu zaczęły płynąć łzy. – To nieprawda. To tylko kolejna sztuczka, przecież nie mogłeś... – głos mu się załamał. Nie potrafił tego wypowiedzieć.

Nagle, jakby z oddali usłyszał okropny śmiech. Włos zjeżył mu się na karku. Dźwięk narastał, a Harry zaczął sobie uświadamiać, że zna ten śmiech i wie, do kogo należy.

– Teraz twoja kolej. Pożegnaj się z życiem – usłyszał, a chwilę później zobaczył przed sobą Dumbledore'a, który posłał zaklęcie uśmiercające również w jego stronę. Promień ugodził go w splot słoneczny, poczuł dosyć mocne uderzenie, ale poza tym nic się nie stało.

Zdziwiony, że nadal jest żywy, spojrzał ponownie na Dumbledore'a. Ten stał jak skonfundowany. Nie potrafił zrozumieć, co się stało. Przecież klątwa była poprawna i uderzyła w Harry'ego. Młody Gryfon po tym zdarzeniu nie czekał dłużej. Wycelował różdżkę i z całą nienawiścią i rozpaczą, jaką odczuwał teraz w sercu, myślał tylko o tym, aby Dumbledore był martwy. Nawet nie wypowiedział inkantacji. Z jego różdżki wystrzelił zielony promień, a chwilę później starzec osunął się martwy na ziemię.

To był koniec wojny. 

niedziela, 27 lutego 2022

Ukraina

 Kochani,


Biłam się z myślami, czy wstawiać ten post, bo nie znajduję słów, by opisać, co czuję i myślę, ale nie jestem w stanie też milczeć. Nigdy nie myślałam, że nasze pokolenie będzie świadkami tego rodzaju barbarzyństwa w Europie. To, co obecnie dzieje się na Ukrainie, jest tak wielkim złem, że momentami nie mogę w to uwierzyć.

Mam znajomych z Ukrainy i wiem, jak bardzo przeżywają atak na swój naród. W miniony weekend kilku mężczyzn z mojej rodziny pojechało pod granicę, żeby zaoferować bezpłatny transport kobietom i dzieciom z Ukrainy w dowolne miejsce w Polsce. Płakali, kiedy wrócili do domu. Mój przyjaciel ściągał ze Lwowa bratową swojej żony z miesięcznym dzieciątkiem – jej mąż został na miejscu, żeby walczyć. Mój drugi przyjaciel jest obecnie na granicy jako żołnierz WOT.

Codziennie śledzę wiadomości w nadziei, że Putin się opamięta. Niestety informacje, jakie otrzymujemy, są coraz gorsze.

Drodzy Przyjaciele z Ukrainy, jeśli ktokolwiek z Was to czyta, chcę, żebyście wiedzieli, że nie jesteście sami. Macie sojuszników. Putin jest sk*******em na miarę Hitlera. Tacy ludzie prędzej czy później zostają pokonani. Ukraina ma wspaniałych i dzielnych ludzi, na których czele stoi prawdziwy odważny przywódca. Wierzę, że dacie radę obronić swój kraj. I wy nie traćcie tej wiary. Wasza siła tkwi w Waszej jedności. 

Kochani, jeśli macie informacje o jakichś akcjach charytatywnych, typu np. pomoc z transportem, piszcie w komentarzach, zostawiajcie linki. Nawet tak małe działanie może się przyczynić do uratowania czyjegoś życia.

Mam nadzieję, że ten koszmar szybko się skończy i Ukraina znów będzie bezpieczna. Na ten moment pozostawiam słowa otuchy. 

sobota, 19 lutego 2022

Tom II Rozdział 28

 Kochani! 

Mam nadzieję, że właśnie doznajecie szoku. Tak, dobrze widzicie. To JEST kolejny rozdział.:) 

Spięłam się, żeby napisać i być może zakończyć opowiadanie, zanim skończy mi się macierzyński i wrócę do pracy. Obawiam się, że z pracą i dzieckiem jednocześnie mogę nie dać rady pisać. A zatem kolejny rozdział postaram się w miarę możliwości dodać w ciągu najbliższych kilku tygodni (będę się bardzo starała, aby były to maksymalnie 2 tygodnie). 

Odpowiedzi na komentarze zostawiłam w poprzednim rozdziale. Myślę, że możemy się umówić, że pozostaniemy przy takiej formie odpowiedzi. Nadal korzystam z telefonu i nie sądzę, aby się to zmieniło, zanim dotrzemy do końca opowiadania. 


Nie przedłużam i zapraszam na rozdział. :) 


Tom II Rozdział 28


Severus nigdy nie myślał, że może nadejść moment, w którym jego prywatne życie będzie miało znaczenie. Zawsze było coś ważniejszego, ktoś ważniejszy. Jego uczucia i potrzeby stale spychane były na drugi plan. Był podwójnym szpiegiem, więc nawet pomijając kwestie bezpieczeństwa osób, które miałyby z nim coś wspólnego, zwyczajnie nie miał czasu, aby angażować się w jakąkolwiek relację.

I wtedy nadszedł dzień, w którym Harry poznał prawdę, a on po raz pierwszy w życiu zapragnął znaczyć coś dla kogoś. Chciał być potrzebny w ten wyjątkowy sposób, chciał, żeby Harry cieszył się z samej jego obecności, prosił go o rady nawet w najgłupszych sprawach i szukał u niego schronienia w razie potrzeby. To było coś nowego w życiu Severusa, ale mężczyzna był gotów dać to wszystko chłopcu. To też otworzyło mu oczy i serce na inne sprawy.

Nigdy nie myślał, że ktoś będzie w stanie go pokochać w romantyczny sposób. Nie z jego nosem, krzywym uśmiechem i ziemistą cerą. A potem spotkał ją. Była piękna, delikatna i silna. Była spełnieniem wszystkich jego marzeń i fantazji. I mówiła, że go kocha. Próbował jej do siebie nie dopuszczać, wmawiał sobie, że w ten sposób ją chroni. Ale czy to prawda? Severus wiele razy zadawał sobie to pytanie i musiał wreszcie przyznać sam przed sobą, że był zwyczajnym tchórzem. Bał się, że to będzie tylko chwilowy romans. Że zatraci się w niej, a ona odejdzie, znajdzie kogoś lepszego. Ale nie odeszła. Nigdy nie przestała zabiegać o jego względy, chociaż tyle razy ją odrzucił. 

– Severusie, napijesz się herbaty? – W drzwiach stała Alecto z tacą, na której były filiżanki z gorącym napojem i talerzyk z ciasteczkami. Patrzyła na niego z przyjaznym uśmiechem i czekała na odpowiedź. Severus wiedział, że gdyby odmówił, odeszłaby, nie żywiąc żadnej urazy. Ale nie chciał odmawiać. Nie chciał jej odmawiać już nigdy więcej.

– Z chęcią, dziękuję – odpowiedział.

Kobieta weszła do sypialni i postawiła tacę na stoliku. Wzięła filiżanki i podeszła do okna, gdzie stał Severus. Przez chwilę cieszyli się w ciszy swoją obecnością, pijąc powoli herbatę i spoglądając na widok za oknem.

– Zastanawiam się, co u Toma i Harry'ego – powiedziała nagle.

– Z pewnością wszystko u nich w porządku – odpowiedział Severus.

– To niesamowite, prawda? Że w końcu im się udało. Że Tom odnalazł towarzysza po tylu latach – ciągnęła. – Czy myślisz, że my też kiedyś... Że moglibyśmy... Połączyć się? – Zapytała z lekkim rumieńcem, nie patrząc na mężczyznę.

– Masz na myśli ślub? – zapytał po prostu Severus.

– E... Tak. – Westchnęła głęboko. – Przepraszam – powiedziała po chwili, kręcąc lekko głową. – Nie powinnam tego oczekiwać. To niestosowne.

Severus odstawił filiżankę na parapet i wziął dłoń Alecto, a następnie złożył na niej pocałunek. 

– Masz pełne prawo oczekiwać takich rzeczy – zapewnił ją z uśmiechem. – I myślę, że kiedy wojna się skończy i jeśli nadal będziesz chciała, to możemy oczywiście zaplanować nasz ślub.

Alecto odstawiła swoją filiżankę i przytuliła się do Severusa. Mężczyzna objął ją mocno ramionami i przylgnął wargami do jej ust, przekazując jej w ten sposób pełnię swojej miłości. Kobieta uwielbiała te momenty. Severus zawsze był bardzo czuły i troskliwy w intymnych chwilach. Zawsze dbał o to, aby czerpała możliwie największą przyjemność z jego dotyku. Nigdy nie używał magii, gdy rozpinał jej gorset. Tak jakby wiedział, że to oczekiwanie wzmaga jej podniecenie. Tym razem było tak samo. Delikatne pocałunki zmieniły się w pełne pożądania, a gdy rudowłosa wydała z siebie pierwszy jęk, Severus zsunął dłonie na jej talię i zaczął powoli ją rozbierać.

Nie trwało to jednak długo. Ich chwila zatracenia została przerwana przez głośny huk.

***

Remus i Fenrir byli na ogół zgodną parą. Rzadko się kłócili, a jeśli już doszło do potyczki, w ekspresowym tempie przystępowali do godzenia się. Być może przeprosiny następowały tak szybko ze względu na ich formę – mężczyźni zawsze dochodzili do porozumienia w łóżku – niemniej ich poważne kłótnie można policzyć na palcach jednej ręki. 

Sytuacja nieco się zmieniła, kiedy pojawił się Syriusz i poznał prawdę. Fenrir był bardzo pewnym siebie wilkołakiem, jednak nie potrafił powstrzymać zazdrości, która kiełkowała w nim za każdym razem, kiedy kundel zbliżał się do Remusa, a ten posyłał mu uśmiech. Wściekłość w nim wybuchała i czasem nie mógł nad nią zapanować. Oliwy do ognia dolewała pamiętna sytuacja, kiedy Black znieważył Remusa. Fenrir nie mógł go znieść, chociaż bardzo się starał ze względu na swojego partnera.

– Wolałbym, żebyś nie przesiadywał z nim tak często – narzekał Greyback. 

– Zabronisz mi spędzania czasu z przyjacielem? – zapytał poważnie Remus.

Fenrir zastanowił się chwilę. Ostatecznie to nie był taki zły pomysł. Mógł to zrobić, był Starszym i Remus musiałby go posłuchać. Miałby go wtedy tylko dla siebie i nie musiałby się martwić Blackiem... 

– Fenrir...? – ponaglił go Remus zirytowanym tonem. 

Mężczyzna spojrzał na niego i przygarbił się nieco. 

– Nie, nie zabronię – westchnął głęboko. 

– Więc ufasz mi? – dopytywał Remus. 

– Oczywiście. 

– I wiesz, że – bez względu na to, jak bardzo absurdalna jest ta myśl – więź nie pozwoli mi na zdradę. A Syriusz jest zdecydowanie hetero. 

– Wiem – wyszeptał. 

Remus odłożył gazetę, wstał z fotela i podszedł do Starszego. Przytulił się do jego pleców i stłumionym głosem zapytał:

– To w czym problem? 

Fenrir odwrócił się w jego stronę i zagarnął go w swoje ramiona. W takich momentach wiedział, że nie ma się o co martwić. Ale gdy Remus opuszczał jego ramiona, a na horyzoncie pojawiał się Black, zdrowy rozsądek przestawał mieć znaczenie. 

– Nie chcę, żeby znowu cię skrzywdził. I nie chcę, żebyś kiedyś miał poczucie, że z nim byłoby ci lepiej. Tak, nie zdradzisz mnie nigdy, nie będziesz w stanie. Ale to nie znaczy, że twoje uczucia nigdy się nie zmienią.

– Twoje uczucia też mogą się zmienić. 

Fenrir warknął wściekły. 

– Nie zmienią się. 

Remus popatrzył na niego czule i uśmiechem. 

– Jestem tak samo pewien swoich uczuć, jak ty swoich. I boli mnie, że ciągle podajesz to w wątpliwość.

– Nie chciałem cię zranić – oznajmił nieco zawstydzony. 

– Wiem – odpowiedział Remus, ocierając się nosem o jego szorstki policzek. 

– Zrobiłbym dla ciebie wszystko. 

– Absolutnie wszystko? 

– Tak – zapewnił. Remus uśmiechnął się podstępnie i już miał powiedzieć, co chciałby, żeby zrobił Fenrir, kiedy dobiegł ich głośny huk.

***

Hermiona biegła w panice przez korytarze rezydencji. Jak na złość wszyscy jakby zniknęli. Nie miała pojęcia, co się dzieje i co robić. Od kilku minut z oddali słychać było potężne grzmoty, a budynek powoli zaczynał wibrować. Jakby ktoś chciał go zniszczyć, ale ten mocno się opierał. Próbowała dostrzec coś przez okna, ale nic nie było widać. Powoli zapadał zmrok, a w najbliższej odległości nie było żywej duszy. Być może to było trzęsienie ziemi? To raczej niespotykane zjawisko w tym rejonie, niemniej być może odczuwają skutki jakiegoś wielkiego trzęsienia ziemi po drugiej stronie globu.

Wybiegła z korytarza w stronę schodów, kiedy wreszcie natknęła się na Draco. 

– Draco! – krzyknęła. – Na Merlina, co się dzieje? Gdzie są wszyscy? 

– Dambledore atakuje. Wszyscy poszli pod granice barier, żeby powstrzymać go możliwie jak najdłużej, aż przybędą posiłki – powiedział przerażony. 

– Więc też chodźmy... 

– Nie! Ojciec zabronił, dopóki nie będzie to absolutnie konieczne.

***

Harry i Tom do późna wylegiwali się w łóżku. Połączenie już się ustabilizowało, ale oni nie rezygnowali z możliwości bycia ze sobą blisko, wzajemnych pieszczot i seksu. Uprawiali naprawdę dużo seksu, a Harry nie mógł się nadziwić, że tak długo z tym czekali, że Tom zdołał się powstrzymać zanim się połączyli.

Riddle nie potrafił nasycić się swoim towarzyszem. Ciągle było mu mało i teraz, kiedy nic go nie ograniczało, czerpał i dawał tyle przyjemności, ile tylko był w stanie. Mieli zostać na Jukatanie jeszcze tydzień i Tom planował zwiedzanie okolicznych miejsc, aby Harry miał z tej wycieczki miłe wspomnienia dotyczące nie tylko łóżka. Tego ranka mieli zrobić sobie wycieczkę wzdłuż lasów mangrowych, a następnie wejść głęboko w dżunglę. Niestety, kiedy Tom się obudził i zobaczył, jak Harry słodko przeciąga się po śnie, nie był w stanie się powstrzymać. Poranek spędzili tak jak każdy poprzedni.

Kiedy rozluźnieni zasiedli do śniadania tuż przed południem, uznali, że wycieczkę mogą odbyć następnego dnia. I wtedy na stole nagle pojawiła się biała niewielka karteczka. 

Tom wciągnął głośno powietrze, jakby to oznaczało coś złego. Powoli sięgnął i przeczytał liścik. 

– Musimy wracać – powiedział po chwili smutnym i zdenerwowanym tonem. Na jego twarzy malował się wyraz grozy. 

– Co się stało? – zapytał z przestrachem Harry. 

– Dumbledore zaatakował.

***

Z głośnym trzaskiem pojawili się na środku salonu. Ze sobą mieli jedynie różdżki. Za oknami było już ciemno, ale co jakiś czas na niebie pojawiały się kolorowe błyski, którym towarzyszyły dźwięki grzmotów i wybuchów. Rezydencja była opustoszała i wyciszona. Harry słyszał swój własny przyspieszony oddech.

Nie mieli żadnego planu. Dumbledore ich zaskoczył. Tom nie miał pojęcia, jak udało mu się ich znaleźć. Teraz nie mieli wyboru. Musieli stanąć do walki. Musieli wygrać. 

– Harry – powiedział Tom, przywołując myśli Harry'ego do chwili obecnej. – Zrobię wszystko, aby pokonać Dumbledore'a i nie dopuścić go do ciebie. Dużo ćwiczyłeś i wiem, że sobie poradzisz w walce. Ale uważaj na siebie. Oni nie będą mieć żadnych skrupułów. 

– Wiem. – Harry westchnął głęboko, a potem, jakby podjął jakąś decyzję, spojrzał Tomowi w oczy i zaczął mówić. – Tom, posłuchaj, ja... Myślę, że jestem w stanie to zrobić. Walczyć z nim. Nie martw się – powiedział szybko, widząc, że Tom chce mu przerwać. – Nie będę się pchał do niego na siłę. Ale gdyby zaszła taka konieczność, w razie wypadku... Jestem gotowy. 


sobota, 12 lutego 2022

Tom II Rozdział 27

 Kochani,


Bardzo Was przepraszam, że tak długo to trwało. Mam wielkie wyrzuty sumienia, że tyle czasu kazałam Wam czekać na rozdział. Muszę się również przyznać, że był taki moment, że zwyczajnie nie chciałam wracać do tego opowiadania. Z perspektywy czasu widzę, ile błędów w nim popełniłam i trochę mnie to zniechęciło, ale obiecałam sobie, że skończę to opowiadanie. I oto jestem. Rozdział nie jest długi, jednym z powodów jest to, że byłam zmuszona pisać go od nowa. Miałam prawie gotowy na laptopie, ale laptop nie działa, a ja nie chciałam już przedłużać. Wyszło zupełnie inaczej niż w pierwowzorze, ale mam poczucie, że lepiej. Ocenę zostawiam Wam. :) 


Jesteśmy już bardzo blisko zakończenia opowieści. W tym rozdziale coś, na co z pewnością czekaliście, wy małe zboczuchy :D


Odpowiedzi na komentarze znajdziecie w poprzednim rozdziale pod komentarzami. Niestety nie jestem w stanie obecnie korzystać z laptopa, wszystko piszę na telefonie i tak było mi łatwiej. :)


Tom II Rozdział 27


To była chwila, na którą obaj długo czekali. Eliksir był już niemal gotowy – bulotał w kociołku, czekając na ostatni składnik. Tom dodał bez wahania po kropli krwi swojej i Harry'ego. Eliksir zmienił barwę na perłową z czerwonymi refleksami i przestał bulgotać. To był znak, że jest gotowy. Tom napełnił nim srebrny puchar i zaczął intonować zaklęcie, przykładając różdżkę najpierw do lewego, potem do prawego nadgarstka Harry'ego.

– Pono signaculum, pono indicium, voveo fidelitatem.*

Po wypowiedzeniu słów zaklęcia Tom napił się z pucharu. Nadgarstki Harry'ego zostały oplecione przez magię, która pozostawiła po sobie blady znak na skórze, przypominający wytatuowaną białą bransoletkę. 

Harry powtórzył zaklęcie, również oplatając nadgarski Toma swoją magią. Gdy tylko magia się ustabilizowała, a połączenie zakończyło, obaj poczuli przemożną potrzebę dotknięcia siebie nawzajem. Teraz Harry zrozumiał, dlaczego Tom kazał mu się rozebrać przed połączeniem. Tak było łatwiej. Rzucili się na siebie, kierując w tej chwili jedynie pożądaniem. W ciasnym uścisku opadli na podłogę. Starali się dotykać wzajemnie jak największą powierzchnią ciała, ale ciągle było im mało. Kiedy Tom w końcu pocałował Harry'ego, stracili resztki zahamowań. Rzucili się na siebie. Tom, pomimo zamroczenia magią, starał się choć trochę nad sobą panować. Tak pragnął wejść w Harry'ego, poczuć go w pełni, ale z tyłu głowy miał myśl, że musi go najpierw przygotować, żeby nie zrobić mu krzywdy. Szybko sięgnął po lubrykant, a potem włożył w Harry'ego jeden palec. Poruszył nim zaledwie trzy razy, a następnie dodał drugi palec. Był bardzo zniecierpliwiony i nie mógł się już dłużej powstrzymywać. Szybko włożył trzeci palec, a potem od razu wyjął wszystkie i ustawił się przed Harrym. Naparł na jego wejście i wiedział, że Harry nie ma nic przeciwko. Że w tym momencie pragnie i potrzebuje tego tak samo mocno. Jego jęki roznosiły się po pokoju i zaczęły przybierać na sile, kiedy Tom w końcu wsunął się do środka, pokonując ciasny okręg mięśni. Nie dał Harry'emu nawet chwili, aby się przyzwyczaił. Nie był w stanie się powstrzymać. Zaczął od razu mocno się poruszać. Nie był w tym jednak osamotniony.

Harry leżał pod nim zaróżowiony z podniecenia i wysiłku i nabijał się na niego tak mocno, jak tylko był w stanie, nie przejmując się drobnymi iskierkami bólu. Jego umysł był zupełnie zamroczony. Był w stanie skupić się jedynie na tym, by jak najwięcej czuć Toma. Ciągle było mu mało. Ich pocałunki były dzikie i niesamowite. Harry już nie wiedział, które dłonie są Toma, a które jego. Ich połączenie się dopełniało, a to była chwila, w której byli całkowicie zjednoczeni. I kiedy Harry myślał, że już niczego więcej poza Tomem nie potrzebuje, wtedy zawładnął nim orgazm. Krzyknął głośno, dochodząc i czując, jak Tom również dochodzi głęboko w nim. Chciał teraz powiedzieć Tomowi, jak bardzo go kocha i jak bardzo jest teraz szczęśliwy, ale ogarnęła go ciemność. 


Kiedy się obudził, słońce było wysoko na niebie. Razem z Tomem leżeli na łóżku ciasno do siebie przytuleni. Spojrzał z miłością na swojego towarzysza, a potem poczuł pełny pęcherz i naglącą potrzebę wizyty w toalecie. Niechętnie wyplątał się z ramion Riddle'a i poszedł do łazienki. Szybko załatwił potrzebę i podszedł do umywalki, żeby umyć dłonie. Z uśmiechem spojrzał w lustro, a następnie wydał z siebie okrzyk przerażenia.

Sekundę później w łazience pojawił się zaspany Tom z różdżką w dłoni. 

– Co się stało? – zapytał przestraszony Tom. 

– To – powiedział Harry, wskazując na swoją szyję. 

– Och... – Westchnął Tom ze zrozumieniem. – No cóż, myślałem, że to się nie stanie, ale mogłem cię jednak uprzedzić – powiedział przepraszająco Tom. 

– Że co? Czekaj... Chcesz powiedzieć, że to normalne? Ty tego nie masz – zauważył Harry.

Tom machnął różdżką i ściągnął z siebie zaklęcie maskujące, ukazując fragmenty ciała pokryte ciemną skórą, przypominającą tę węża. 

Harry dotknął swojej szyi, a potem lewej strony brzucha Toma. Skóra była nieco twardsza, ale przyjemna w dotyku. Płynnie przechodziła w zwykłą skórę. To było na swój sposób niesamowite. 

– Dlaczego ja mam tylko na szyi? – zapytał Harry, zapominając o niedawnym przerażeniu. 

– Nie tylko – odpowiedział Tom, a potem dotykiem wskazał miejsca na jego plecach, pośladku i udzie, gdzie również skóra się zmieniła.

Harry miał wrażenie, że dotyk w tych miejscach jest inny, stymulujący. Ten jeden dotyk wystarczył, aby bez zastanowienia rzucił się na Toma, zaczął go całować i mocno się o niego ocierać. Tom zachichotał w jego usta i zaczął odwzajemniać pieszczoty.

– Przepraszam – wysapał Harry. – Nie mogę się powstrzymać. 

– To normalne – odpowiedział z trudem Tom. 

Objął go ramieniem, złapał ich członki w jedną dłoń i zaczął szybko je obciągać. Orgazm przywrócił im na powrót kontrolę, chociaż nie miało to trwać długo.

– Więc tak teraz będzie? Nie będziemy się mogli powstrzymać od seksu? – zapytał zdyszany Harry. 

– Tylko przez kilka dni. Potem wszystko wróci do normy.

– A co z naszą skórą? 

– Nic. Moja skóra zmieniła się, gdy zacząłem dojrzewać. Sądziłem za mało prawdopodobne, żeby połączenie wpłynęło na twoją skórę, ale najwyraźniej się myliłem. – powiedział z uśmiechem, a potem nachylił się nad Harrym. – Jesteś przepiękny. – pocałował płatek jego ucha.

Harry zarumienił się uroczo i wtulił w mężczyznę. I znów to poczuł. Ale tym razem to Tom pierwszy go pocałował, a potem złapał w pasie i przeniósł na łóżko.

– Bardzo jesteś obolały? – zapytał Riddle, masując jego pośladki. 

– Tylko trochę – skłamał Harry. Wiedział, że jeśli przyzna, że boli go dosyć mocno, Tom będzie się powstrzymywał przed penetracją, dopóki ból zupełnie nie ustąpi. 

Mężczyzna uśmiechnął się, jakby wiedział, że Harry kłamie. Sięgnął do szafki nocnej po słoiczek z białą substancją. Nabrał sporą ilość maści na palce i zaczął wsmarowywać w nieco obrzęknięty okręg mięśni, co jakiś czas wsuwając palce do środka, przygotowując w ten sposób Harry'ego na swojego znów twardego penisa.

– Maść ukoi ból. Jeśli poczujesz coś w trakcie, powiedz mi. Weźmiemy jej więcej – poprosił. 

Następnie nachylił się nad Gryfonem, pocałował go czule i wszedł w niego głęboko, do samego końca, aż Harry wydał z siebie przeciągły jęk świadczący o doznawanej przyjemności. Rzeczywiście, po bólu zostało tylko wspomnienie, czuł jedynie przyjemne rozciąganie i to śmieszne uczucie w dole brzucha, które potęgowało podniecenie. Harry wiedział, że nie wytrzyma długo. To wszystko było zbyt intensywne. Tom dobrze wiedział, co robić, żeby sprawić mu przyjemność. Niby zwykły dotyk, muśnięcie dłonią boku, klatki piersiowej, ale było to elektryzujące. Harry nie miał pojęcia, że seks może być tak wspaniały. Chociaż miał świadomość, że za część odczuć odpowiedzialne jest ich połączenie.

Tak minął im cały pierwszy dzień. Kochali się w każdym możliwym miejscu w domu. Potrzeba bliskości nie ustępowała nawet w chwilach posiłku czy kąpieli. Niemniej żaden z nich nie narzekał. To było cudowne przeżycie i Harry nie wyobrażał sobie teraz, że mógłby być z kimkolwiek innym. Tom był perfekcyjny w każdym calu. Sposób, w jaki go dotykał, z czcią i oddaniem, mówił wszystko o jego uczuciach.

Połączenie dodało Riddle'owi nowych sił. Teraz Harry widział to, czego nie zauważał wcześniej. Brak zjednoczenia z towarzyszem odcisnął na nim swoje piętno. Tom był wiotki, blady, jakby był cieniem człowieka. Teraz tryskał energią, jego skóra nabrała blasku. Harry nie mógł przestać na niego patrzeć. Za każdym razem kiedy Tom przyłapywał go na gapieniu się, Harry się rumienił, a potem Tom podchodził do niego i znów zaczynali się kochać. 

– Robisz to specjalnie – powiedział Tom trzeciego dnia. 

– Co robię? – zapytał Harry leniwie wyciągając się na plaży po kolejnym przyjemnym zbliżeniu. 

– Prowokujesz mnie. Patrzysz na mnie i rumienisz się słodko, bo wiesz, że wtedy nie jestem w stanie ci się oprzeć – powiedział Tom obejmując go w pasie i przyciągając bliżej siebie. Harry zaśmiał się radośnie. 

Nastał moment, w którym potrafili już ograniczyć liczbę stosunków, niemniej nadal kochali się kilka razy dziennie. Żaden z nich nie miał jednak pewności, czy jest to nadal wynik połączenia, czy ich własna potrzeba i chęć bycia ze sobą tak blisko, jak to możliwe.

– Paradujesz przede mną półnagi albo całkiem nagi i oczekujesz, że nie będę patrzył? – zapytał z pretensją Harry. 

– Przeciwnie, oczekuję, że będziesz patrzył tylko na mnie. 

Harry popatrzył na niego czule. 

– Jak długo tu będziemy? – zapytał Harry. Z chęcią zostałby tu z Tomem na zawsze, z dala od wojny i wszelkich trosk, ale wiedział, że to niemożliwe. Musieli w końcu wrócić. Ale teraz to oni mogli dyktować przebieg wojny. Tom odzyskał siły, więc ich przewaga znacznie wzrosła. 

– Możemy tu zostać nawet dwa tygodnie, jeśli chcesz. 

***

Dumbledore wyszedł na środek pomieszczenia z zadowolowym uśmiechem. Przed nim zgromadził się cały Zakon Feniksa i cześć uczniów ze starszych roczników. Było lepiej, niż się spodziewał. Wszystko szło zgodnie z planem i już niedługo miał zwyciężyć. 

– Moi drodzy, zwołałem to nagłe zebranie, żeby ogłosić bardzo ważne informacje. – Po sali przeszedł szum podekscytowanych głosów. – Jak wiecie, od dłuższego czasu próbowaliśmy namierzyć miejsce pobytu Voldemorta. Udało nam się zawęzić obszar poszukiwań do dziesięciu kilometrów kwadratowych. A zatem to oznacza, że w ciągu najbliższych kilku dni stoczymy bitwę i pokonamy Voldemorta i jego Śmierciożerców. Bądźcie gotowi na wezwanie. Gdy tylko ustalimy dokładną lokalizację, od razu przystąpimy do ataku. 

Po sali rozeszły się oklaski i okrzyki radości. Ludzie Dumbledore'a już świętowali zwycięstwo. Dyrektor uśmiechnął się okrutnie za filiżanką herbaty. Wielu z nich zginie. Ale straty są konieczne dla większego dobra. 


*tłum. "Nakładam pieczęć, nakładam znak, ślubuję być wiernym." Tłumaczenie Daniel King – bardzo dziękuję :)



czwartek, 15 lipca 2021

Co w trawie piszczy... edit.

 Drodzy,


ponieważ wielu z Was ciekawi, kiedy powrócę do opawiadania, uspokajam - powrócę kiedyś. :)

Niedawno zostałam mamą i zwyczajnie nie mam czasu. Małe dziecko wymaga pełnej uwagi, którą chcę mu dać. Niektórzy z Was wiedzą, jak długo czekałam na ten moment i jak wiele przeszłam, żeby go doświadczyć. Nie chcę więc nic stracić z tego czasu.

A zatem opowiadanie zostanie zakończone, ale nie jestem w stanie Wam powiedzieć kiedy. Zdaję sobie sprawę, że jest ono już pisane chyba z 10 lat, ale to zawsze było tylko hobby, któremu poświęcałam czas, jeśli go miałam. Liczę więc na Wasze zrozumienie i do napisania. :)

Pozdrawiam

Seya

wtorek, 28 kwietnia 2020

Co w trawie piszczy...

Cześć!

Nawet nie będę się Wam tłumaczyć, dlaczego przez tak długi czas nic się tu nie pojawiło. Powodów jest wiele, ale spodziewam się również, że nie o tym chcecie czytać.

Na pewno zastanawiacie się, co dalej z blogiem. Pragnę Was uspokoić - nie został on porzucony. Kolejny rozdział jest częściowo napisany. Niestety, nie jestem w stanie przewidzieć, kiedy zostanie zakończmy. Utknęłam na jednej scenie. Postaram jednak wziąć się w garść i dokończyć rozdział jak najszybciej.

Chciałabym podziękować wszystkim, którzy wiernie oczekują na kolejny rozdział i są w tym bardzo cierpliwi. Muszę przyznać, że w ostatnim czasie straciłam motywację, co na pewno zauważyliście. Ale nie lubię zostawiać rzeczy niedokończonych, więc prędzej czy później dotrzemy do wyczekiwanego zakończenia.

Jeszcze raz wszystkim dziękuję i serdecznie Was pozdrawiam. Życzę również udanej majówki pomimo sytuacji epidemicznej. :)

Seya 

piątek, 24 maja 2019

Tom II Rozdział 26

Moi Kochani!

Zdaję sobie sprawę, że należy Wam się jakieś wyjaśnienie. Nie o wszystkim chcę pisać, ponieważ dotyczy to spraw prywatnych. Głównym powodem, przez który rozdział pojawia się tak późno, jest moja choroba (bez paniki, nie umieram xd) i przebyta operacja. Był to dla mnie trudny okres tym bardziej, że wydarzyło się również wiele nieprzyjemnych rzeczy i kilka cudownych, ale pozwólcie, że zatrzymam to dla siebie, choć niektórzy z Was wiedzą, o czym mówię.

Nie mogę obiecać Wam, że kolejny rozdział pojawi się szybko, bo w moim życiu cały czas dużo się dzieje. Ale rozdział pojawi się na pewno. Także wyczekujcie. :)

Lady Sherin, no właśnie, ja nie będę tak uprzejma i zapytam wprost. Kiedy kolejny rozdział u Ciebie? Już nawet mi udało się coś wstawić, a Ty jednak masz lepsze tempo ode mnie. Bardzo chciałabym przeczytać kolejną część Twojego opowiadania. Błagam, wysłuchaj mych modłów. :D
Alice Shadow, cóż, nie jestem w stanie wyobrazić sobie Remusa, który długo się gniewa, więc nie byłam w stanie przedłużać ich konfliktu. Remus jest dla mnie taką futerkową przytulanką. Ale dziękuję, za twoje spostrzeżenia. :) Cieszę się, że reszta rozdziału Ci się podobała.
Yuko, Niklaus jeszcze się pojawi, więc śledź uważnie historię. :)
Senri, cieszę się, że postępowanie Niklausa było zaskoczeniem. Miałam nadzieję, że tak to wyjdzie.
Lady Vol de Mort, przykro mi, że uważasz, że przerwy w pojawianiu się rozdziałów wynikają z mojego niedbalstwa. Ale nie będę się kolejny raz tłumaczyć, bo nie muszę. Cieszę się jednak, że rozdział mimo wszystko Ci się podobał.
Daniel, oj daj spokój, jak skończę to opowiadanie, to będę miała więcej czasu, żeby sprawdzać Twoje. :D Jeśli chodzi o Twój komentarz odnośnie do wypowiedzi Syriusza, to pamiętaj, że odmłodziłam Toma, przynajmniej fizycznie. Gdyby w mojej wyobraźni wyglądał jak dziadek, nie byłabym w stanie o tym pisać. bleee xd
Kieseki, połączenie Harry'ego i Toma w kolejnym rozdziale. A Niklaus jeszcze da o sobie znać. Ale nie zdradzę, co z tego wyniknie. ;)
Queen, cóż, rozdział pojawia się dosyć późno, nie mniej mam nadzieję, że z radością go przeczytasz.:)
Iza, wszystko się okaże w ostatnich rozdziałach. Przed nami jeszcze około 3, więc wszystko może się zdarzyć.
Basiu, dziękuję za życzenia, mam nadzieję, że Twoje Święta były radosne (zarówno Boże Narodzenie, jak i Wielkanoc). Proszę jednak na przyszłość, być nie wstawiała takich komentarzy pod postem, jeśli nie dotyczą one również treści tego posta. :)
ShadowFury, cieszę się, że w końcu postanowiłaś pokazać swoją obecność na tym blogu. Cieszę się, że jesteś ze mną już tak długo. Mam nadzieję, że zostaniesz do końca. :)

Kochani, przepraszam za brak powiadomienia u tych, którzy życzyli je sobie na komunikatorze GG. Nie mogę się na niego zalogować. Jeśli chcecie otrzymywać powiadomienia drogą mailową, proszę o komentarz z adresem.;)

UWAGA! ROZDZIAŁ NIEBETOWANY!

W poprzednim rozdziale

Severus już niemal doszedł do siebie. Harry i Tom przygotowują się do połączenia. Syriusz i Remus pogodzili się. Draco dowiedział się, że Niklaus poił go eliksirem zniewolenia. Po wypiciu antidotum czuje się zagubiony. Odcina się od Niklausa, którego Tom wyrzuca z dworu. Czy to już koniec wielkiego romansu? Czy Draco pozostanie samotny ze złamanym sercem?

Tom II Rozdział 26

- Harry, jesteś pewien, że nadal tego chcesz? Możesz jeszcze zrezygnować.
- Tom, nie zaczynaj znowu. – Harry spojrzał na niego pobłażliwie. Przysunął się i pocałował lekko w policzek. – Kocham cię i jutro ci to udowodnię.
- Przecież nie musisz mi nic udowadniać.
- Najwyraźniej muszę, skoro wątpisz w moją decyzję.
- No dobrze, gdzie chciałbyś się wybrać w naszą podróż poślubną – zapytał w końcu Tom.
- Podróż? Nie sądziłem, że będziemy mieć czas na takie rzeczy. – Harry spojrzał na niego sceptycznie, jakby szukał podstępu.
- Musimy się odizolować na kilka dni, żeby połączenie się ustabilizowało, więc możemy to wykorzystać na podróż.

Harry’emu oczy się zaświeciły. Nigdy nie wyjeżdżał w żadną podróż, nie był nawet nigdzie na wakacjach, nie licząc tych kilku razy, kiedy był u Rona. Ale tam najciekawszym zajęciem było latanie na miotłach i łapanie gnomów w ogrodzie pani Weasley. Nigdy nie był na żadnych prawdziwych wakacjach.

Kiedy był jeszcze mały, mieszkał z Dursleyami i nie miał pojęcia o istnieniu świata magii, w każde wakacje zostawał na tydzień lub dwa u pani Figg, kiedy Dursleyowie wyjeżdżali nad morze. Nie zabierali go nawet do miasta. Jedyną podróżą Harry’ego była podróż pociągiem do Hogwartu. I chociaż Harry cieszył się, gdy razem z Ronem, Hermioną i resztą przyjaciół zajmowali cały przedział i grali w eksplodującego durnia, zawsze marzył, żeby zobaczyć cokolwiek więcej, jakiś odległy kawałek świata.
A teraz Tom tak po prostu mu to proponował.

- Chcę jechać gdzieś, gdzie jest ciepło. Gdzieś nad jakąś wodę. Jezioro. Cokolwiek. Byle było dużo słońca – powiedział z uśmiechem Harry.
- Dobrze. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem – zażartował Tom.
***
Draco i Lucjusz siedzieli w salonie. Rozmowa nie należała do łatwych, ale Lucjusz, wbrew opinii postronnych ludzi, nie był ojcem bez serca. Szczerze kochał Draco i troszczył się o niego. Był on jego jedynym synem, oczkiem w głowie, za które oddałby życie. Dlatego jest tak ostry i surowy – po prostu martwi się o niego i przeraża go myśl, że mogłoby mu się coś stać.
Był gotów zaakceptować preferencje syna, ale nie mógł pogodzić się z faktem, że Draco może zostać skrzywdzony. Zdawał sobie sprawę, że chłopiec z racji swojego wieku wielu rzeczy jeszcze nie dostrzegał, o niektórych nie wiedział. Chciał dla niego szczęśliwego ludzkiego życia. Niklaus, nawet gdyby miał szczere zamiary, nie zapewniłby mu tego. Gdyby chciał się z nim związać na stałe, w końcu musiałby go przemienić w nieśmiertelną istotę. A Lucjusz nie mógł do tego dopuścić.
W innym wypadku, gdyby Niklaus nie zamierzał przemieniać Draco, byłby on dla niego jedynie chwilową przygodą, trwającą do momentu, w którym Draco nie straciłby swojej urody, młodości i witalności. To z kolei oznaczałoby, że Draco będzie na starość samotny.
Widział, jak teraz Draco przeżywa to, co się wydarzyło. Był niezwykle zraniony, a przez to wydawał się kruchy. Mimo to Lucjusz dziękował Merlinowi, że tak się to skończyło. Draco był teraz bezpieczny. Czekała go tylko rozmowa.
- Może Ci się wydawać, że moim celem jest pokierowanie twoim życiem i decydowanie za ciebie. Że oczekuję, że będziesz wypełniał perfekcyjnie każdy punkt planu, który dla Ciebie przygotowałem. Ale ja nie mam żadnego planu na twoje życie i oczekuję, że sam będziesz nim mądrze kierował. Problem w tym, Draco, że jesteś jeszcze bardzo młody i myślę, że sam jeszcze nie wiesz, czego pragniesz. Ja jednak wiem jedno. Jestem twoim ojcem i póki żyję, nie pozwolę, żebyś zniszczył sobie życie.
Draco patrzył na ojca w milczeniu. Trochę mu ulżyło, że ostatecznie ojciec nie zamierza urządzać mu awantury. Niemniej, rozmowa nie należała do łatwych, a Draco też nie chciał w pełni przyznać ojcu racji. Nie chodziło tylko o młodzieńczy bunt i chęć pokazania, że zasługuje już na miano dorosłego. Owszem, irytowało go, że ojciec ciągle traktuje go jak dziecko, ale tym razem chciał również pokazać, że nie tylko on przesadził w tej sytuacji.
- Mówisz tak tylko dlatego, że okazało się, że Niklaus jest dupkiem. A co gdyby naprawdę mu na mnie zależało? Gdyby chciał się ze mną związać i mnie uszczęśliwiać? Przecież wcześniej nie wiedziałeś, nikt nie wiedział, że podaje mi eliksir. Nie usprawiedliwiam swojego zachowania, wiem, że zachowałem się niestosownie, ale ty też popełniłeś błąd.
- Draco, gdyby on chciał się z tobą związać, musiałby cię przemienić. A ja nigdy się na to nie zgodzę.
- Właśnie o to chodzi, tato. To jest moje życie. Nie twierdzę, że chciałbym przejść przemianę, ale wydaje mi się, że powinienem mieć prawo sam o tym decydować. Ja… chciałbym, żebyś mnie wspierał, zamiast wydawać polecenia i decydować za mnie – oświadczył zwieszając głowę. Obawiał się nieco reakcji ojca. Bał się, że jego wypowiedź zostanie potraktowana jako bezczelna. Musiał jednak spróbować.
Lucjusz popatrzył na syna z miłością. Był surowy, wściekał się. Ale w końcu musiał spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Tom być może miał rację. Czas pozwolić Draco powiedzieć, czego on sam pragnie. Inaczej może go stracić.
- Jesteś moim jedynym synem. Chcę dla ciebie jak najlepiej. – Lucjusz westchnął głęboko i chrząknął. – Draco, spójrz na mnie. – Chłopak podniósł wzrok. – Mam wrażenie, że nie wszystko mi jeszcze powiedziałeś.
- Ja… Widzisz, chodzi o to, że… - Potarł twarz dłońmi w geście zdenerwowania. – Naprawdę nie chcę brać ślubu z Astorią.
Lucjusz uśmiechnął się pobłażliwie. Tak naprawdę nie zamierzał zmuszać Draco do ślubu. Cóż, być może była chwila, kiedy rzeczywiście chciał to zrobić, ale Narcyza szybko wybiła mu to z głowy. A on, jak prawdziwy mężczyzna o wielkiej odwadze, przyznał jej rację, zanim awantura osiągnęła niebezpieczny poziom.
***
- Więc… myślałem, że połączymy się tutaj, a potem dopiero wyjedziemy – powiedział Harry, pakując do kufra letnie koszulki.
- Chciałbym Ci najpierw pokazać miejsce, do którego pojedziemy – odpowiedział Tom, obejmując Harry’ego od tyłu. – Potem możemy nie mieć wystarczająco dużo czasu – szepnął mu do ucha, po czym pocałował delikatnie jego płatek.
Harry oblał się rumieńcem na poczynania Toma i jego słowa. Z jednej strony nie mógł się doczekać ich wspólnej nocy, a z drugiej miał lekkie obawy, że nie będzie dla Toma wystarczająco dobry. Ostatecznie nie miał żadnego doświadczenia. Bał się, że nie będzie wiedział co robić w danym momencie i wygłupi się przed Tomem. Niby miał świadomość, że dla Toma nie jest to takie ważne, że zadba on, aby wszystko było w porządku i żeby Harry czuł się dobrze przez cały ten czas. Ale Harry chciałby móc się odwdzięczyć tym samym.
- Tom, opowiedz mi jeszcze raz krok po kroku, jak będzie wyglądać nasze połączenie – poprosił Harry.
- Musimy zrobić eliksir, tym się nie musisz martwić, ja o to zadbam. Kiedy będzie już niemal gotowy, obaj dodamy po kropli krwi. Wypijemy eliksir, a potem umieścimy swoje sygnatury na obu nadgarstkach, wymawiając zaklęcie i składając ślubowanie nupturientów.
- A jeśli nie zapamiętam słów?
- Zapamiętasz. Poza tym będziesz powtarzał po mnie. – Tom odwrócił się i poszedł do garderoby po własne ubrania. Kiedy wracał, zachwiał się i odruchowo wyciągnął rękę, by przytrzymać się ściany. Jego ubrania  utworzyły bałagan na podłodze, kiedy Tom próbował odzyskać równowagę. Niestety, chwilę później nieprzytomny osunął się na podłogę.
Harry, słysząc hałas, szybko się odwrócił. Gdy tylko dotarło do niego, co się dzieje, wezwał Kartofelka i nakazał mu powiadomić o wszystkim Severusa. Sam w tym czasie przetransportował Toma na łóżko.
Severus szybko pojawił się z eliksirem wzmacniającym. Rzucił na Toma Rennervate, a kiedy ten otworzył oczy, siłą wlał mu do gardła eliksir.
- Powinieneś się bardzo oszczędzać do czasu połączenia – powiedział Severus. – Wypij kolejną dawkę wieczorem i następną jutro rano. Inaczej możesz znowu zemdleć.
- Dziękuję Severusie. Myślę, że obędzie się bez kolejnych eliksirów, czuję się dobrze. – Tom uśmiechnął się i próbował wstać z łóżka, ale Harry go powstrzymał.
- Wypijesz eliksiry i nie będziesz dzisiaj już nic robił. Ja cię spakuję.
- Harry…
- Tom… - Harry spojrzał na niego ze złością. – Gdybyś nie odkładał połączenia w nieskończoność, nie musiałbyś teraz odpoczywać. Możesz mieć pretensje tylko do siebie.
Severus zaśmiał się lekko, poczym zostawił Harry’ego i Toma samych.
- Powiedz mi, co chcesz wziąć, a ja będę pakował.
- Harry, myślę, że mogę to sam zrobić. Severus jest przewrażliwiony. – Tom zdecydowanie odmawiał leżenia w łóżku. Usiadł i chciał już wstać i sam zająć się pakowaniem, ale Harry znów mu na to nie pozwolił.
- Nie masz nawet siły, żeby mnie odepchnąć – zauważył chłopak.
- A może po prostu nie chcę Cię odpychać? – zapytał figlarnie Tom, przyciągając go do siebie.
Pocałował czule jego usta, skubiąc na zmianę dolną i górną wargę, by potem przejechać po nich delikatnie językiem. Harry zamruczał z przyjemności. Zgodnie postanowili, że pakowanie odłożą na później.
Umilili sobie popołudnie delikatnymi pieszczotami, a potem Harry spakował rzeczy. Co prawda nie udało mu się namówić Toma, żeby leżał i odpoczywał, wiec mężczyzna również brał udział w pakowaniu, ale Harry przekonał go, żeby tylko siedział i składał ubrania.
Przed kolacją gryfon spędził trochę czasu z przyjaciółmi. Przez jakiś czas – nadal nie wiedział, jak długo to potrwa – miał ich nie widzieć. Porozmawiali trochę, pograli w eksplodującego durnia, przedyskutowali swoją obecną sytuację.
Każde z nich wiedziało, że za murami rezydencji cały czas toczy się wojna i że kiedyś dosięgnie ich z całym swoim okrucieństwem. Nadejdzie moment, w którym oni również będą musieli stanąć do walki.
Harry już dawno pogodził się z tą myślą. W końcu nie raz musiał brać udział w nierównej walce. Ale Hermiona i Draco bali się tego, co może nadejść. Nie mieli w zasadzie żadnego doświadczenia, ani nawet wyobrażenia na temat prawdziwego pojedynku.
Nie miał najmniejszych wątpliwości, że Tom zrobi wszystko, aby oszczędzić im tego doświadczenia, ale wiedział również, że Tom mimo wszystko nie jest wszechmocny i nie powstrzyma wojny, kiedy ta już się toczy. Musieli dobrze przygotować się na każdą ewentualność. Dlatego właśnie już od jakiegoś czasu Lucjusz był szczególnie wymagający podczas zajęć. Uczył ich przydatnych zaklęć zarówno z zakresu obrony, jak i ataku. Oczywiście mówili również o klątwach czarnomagicznych. Było to nieuniknione. Wszyscy doskonale zdawali sobie sprawę, że Dumbledore nie będzie grał czysto i nie powstrzyma się przed rzuceniem na nich nawet jednego z niewybaczalnych (lub każdego z nich) tylko dlatego, że są jeszcze dziećmi – nawet jeśli oni sami buntowniczo temu zaprzeczają.
Ale Harry nie chciał się tym teraz martwić. Teraz był czas tylko dla niego i Toma. I chciał go wykorzystać w stu procentach. Po kolacji wrócił razem z Tomem do ich pokoju i obaj przyszykowali się do spania. Ich świstoklik miał się aktywować z samego rana, musieli się więc porządnie wyspać.
Harry oczywiście nie był zbyt zadowolony formą podróży. Nigdy nie znosił zbyt dobrze transportu przy użyciu świstoklika i miał nawet niewielkie pretensje do Toma, że nie zorganizował czegoś innego lub nie zdecydował się na zwykłą teleportację. Ale Tom szybko wyjaśnił mu, że miejsce, do którego się wybierali, było położone zbyt daleko i teleportacja byłaby w tym wypadku niebezpieczna.
Po dopakowaniu kilku ostatnich rzeczy (i wypiciu przez Toma eliksiru) położyli się do łóżka. Jak zwykle Harry wtulił się w Toma, pozwalając mu ukołysać się do snu. Musiał przyznać, że nigdy nie spał tak dobrze, jak przy Riddle’u. Jego obecność wyciszała Harry’ego i dawała poczucie bezpieczeństwa.
Harry zaśmiał się w duchu na tę myśl. Jeszcze rok temu uznałby za wariata każdego, który stwierdziłby, że Czarny Pan daje poczucie bezpieczeństwa.
Pełen podekscytowania tym, co miało nadejść następnego dnia, zasnął w końcu z niewielkim uśmiechem na ustach.
***
- Harry… Harry, pora wstać.
Gryfon poczuł ciepły oddech na policzku i usłyszał łagodny głos, który przebijał się do jego świadomości, chociaż on wcale nie chciał się jeszcze budzić. Chwilę później poczuł delikatną i ciepłą dłoń na swoim brzuchu i delikatne łaskotanie. To nie było już tak łatwe do zignorowania. Leniwie otworzył oczy i spojrzał w górę.
Tom pochylał się nad nim. Kiedy tylko zauważył, że Harry w końcu się obudził, złożył na jego ustach delikatny pocałunek na dzień dobry.
- Świstoklik aktywuje się za pół godziny. Musimy się przyszykować.
Harry mruknął tylko w odpowiedzi, ale dzielnie ściągnął z siebie kołdrę i podniósł się do siadu.
Obaj w dosyć szybkim tempie przeprowadzili poranną toaletę i ubrali się. Kilka minut przed czasem stanęli naprzeciwko siebie w oczekiwaniu na moment, by złapać świstoklik – którym był zwykły zegarek – i przenieść się do miejsca docelowego. Harry skrzywił się, gdy świstoklik w końcu się aktywował, a on poczuł nieprzyjemne szarpnięcie w okolicach pępka. Na szczęście podróż nie trwała długo. Już chwilę później pojawili się na miejscu. Harry jak zwykle się zachwiał i tylko silne ramię Toma uchroniło go przed upadkiem.
Gdy już doszedł do siebie i wziął głęboki oddech, rozejrzał się dookoła. Znajdowali się w małym przytulnym salonie z wielką wygodną kanapą, dwoma fotelami i stolikiem pośrodku. Na jednej ze ścian znajdował się duży kominek i jak Harry się domyślił, wcale nie służył on do ogrzewania, ponieważ było tu bardzo ciepło.
W ścianie naprzeciwko były natomiast duże szklane drzwi, przez które widać było ogród, a tuż za nim piaszczystą plażę. Widok był przepiękny. Harry odwrócił się szybko do Toma i zapytał z szerokim uśmiechem:
- Gdzie jesteśmy?
- Na Jukatanie – odpowiedział mężczyzna.
- Pójdziemy na plażę? – poprosił natychmiast Harry.
Tom zaśmiał się, widząc jego entuzjazm.
- Może najpierw zjemy śniadanie w ogrodzie?
Koniec rozdziału 26

poniedziałek, 10 września 2018

Tom II Rozdział 25

Moi Drodzy!

Trochę się działo w moim życiu, dlatego też tak długo nie było rozdziału. Skończyłam studia, obroniłam pracę magisterską, rozpoczęłam stałą pracę i zaczynam być niezależna.:D Moja niezależność niestety zabiera mi sporo czasu, dlatego dopiero teraz udało mi się skończyć rozdział. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. W każdym razie z pewnością coś wyjaśni, coś, czego ostatnio nie lubiliście w moim opowiadaniu. Mam tylko nadzieję, że w miarę dobrze to rozegrałam.:)
Nie jestem w stanie Wam obiecać, że rozdziały będą się teraz pojawiały często. Postaram się dodawać przynajmniej 1 w miesiącu, ale nie zdziwcie się, jeśli jakiś miesiąc przejdzie bez rozdziału. Rozpoczęłam przygodę z tym opowiadaniem jako nastolatka, która nie miała wiele na głowie, a teraz, niestety, dorosłe życie dopadło mnie w pełni i okazało się, że ta dorosłość wcale nie jest taka fajna, jak sobie wyobrażałam, kiedy byłam nastolatką.:)
No nic, wielkimi krokami zbliżamy się do końca. Przed nami jeszcze kilka kluczowych rozdziałów. Mam nadzieję, że będziecie cierpliwi i wytrwacie do końca.:)

Lade Vol de Mort, jeśli chodzi o tę dorosłość Draco w ostatnich rozdziałach, to obawiam się, że teraz możesz zmienić zdanie:)
Alice Shadow, daj znać jak podobał Ci się poprzedni i nowy rozdział.
Ala Matrona, cieszę się, że Ci się podobało.
Kiminari, jeżeli chodzi o Niklausa, to dzisiaj coś się wyjaśni. W zasadzie ciągle do tego zmierzałam, ale, szczerze mówiąc, ostatecznie nie jestem zadowolona z efektów. Może to wynika z tego, że nie miałam dość czasu, żeby to dopracować.:(
Anonimowa, wiem, że prezent Harry'ego był oklepany, ale nie na wyjątkowych prezentach zależało mi w tej scenie, tylko na pokazaniu ich relacji.:)
Anonimowa(-y), myślę, że spokojnie zdążysz przeczytać opowiadanie od początku przed kolejnym rozdziałem.:p
Anonimowa, już wielokrotnie mówiłam, że bez względu na długość przerw pomiędzy rozdziałami, to opowiadanie z pewnością zostanie napisane do końca.:)
Queen, jeśli chodzi o Draco, to jest pewien powód, dlaczego on zachowuje się w taki sposób. Do odkrycia w tym rozdziale.:)
Daniel, chyba każdemu podobał się tekst o przeleceniu. ZBOCZEŃCY!:D Tak, wiem, że Draco zachowywał się jak pipa. Wyjaśnienie w tym rozdziale.:)
Niebieskie Spojrzenie, mam nadzieję, że Twój poradził sobie bez Ciebie. I że poradzi sobie raz jeszcze przy okazji nowego rozdziału.:)
Iza, nadchodzi pewien przełom w obecnej sytuacji Draco.:)
Alice, nigdy nie zapominam, czasem po prostu nie mam czasu;)
Basia, bez przesady, Harry i tak za wiele nie zdziałał jako "zastępca".;p

UWAGA! ROZDZIAŁ NIEBETOWANY!!!

W poprzednim rozdziale

Harry i Tom cieszą się pierwszymi wspólnymi Świętami. W czasie wigilijnego obiadu dochodzi do konfliktu pomiędzy Draco, Klausem i Lucjuszem. Ostatecznie Draco odpuszcza Klausowi i wykazuje zrozumienie. Czy będą w końcu razem. Czy Lucjusz zaakceptuje ich związek?

Tom II Rozdział 25

Święta dobiegły końca, a Draco był na skraju wytrzymałości. Powoli zamieniał się w kłębek nerwów. Ojciec nadal planował jego zaręczyny, a w jego głowie zaczynał kiełkować pomysł ucieczki u boku Niklausa. Odcięcie się od rodziny i przyjaciół, by być z nim, wydawało się coraz mniej okropną perspektywą.
Na duchu podtrzymywał go Severus. Mężczyzna czuł się już całkiem dobrze, chociaż nadal bał się używać swojej magii zbyt często. Nie spędzał już całych dni w łóżku, zamiast tego spacerował długimi korytarzami dworu. Czasem wychodził do ogrodu, ale ponieważ zimowa pogoda nie odpuszczała, wolał przytulne ciepło kominka i miękkiego fotela, toteż często można było znaleźć go czytającego książkę w salonie.
Teraz, wygrzewając się przy ogniu z kominka, próbował przekonać Draco, że ojciec go kocha i wszystkie jego działania podyktowane są troską, dlatego Draco powinien przemyśleć własne postępowanie i porozmawiać szczerze z Lucjuszem.
Cóż, Draco musiał przyznać, że te rady słyszał już nie raz. Właściwie słyszał je od wszystkich. Ale nic nie mógł poradzić, że czuł inaczej. Coś w nim mówiło mu, że nikt nie rozumiał jego uczuć, więc ich rady nie mogły być dobre. Czuł się jak bohater dramatu pewnego mugolskiego pisarza, o którym Hermiona opowiadała mu kilka tygodniu temu.
Rozmowę przerwał im skrzat domowy. Pojawił się z dwiema filiżankami herbaty i kruchymi ciasteczkami.
Draco westchnął głęboko i wziął filiżankę do ręki. Jednak zanim zdążył upić chociażby łyk, Severus złapał jego nadgarstek i zabrał mu filiżankę. Przysunął ją do nosa i powąchał napar. Zmarszczył brwi i spojrzał gniewnie na skrzata.
- Kartofelku, co dodałeś do tej herbaty? – zapytał surowym głosem.
Kartofelek spojrzał na niego przestraszony.
- To syrop do smaku.
- A skąd wziąłeś ten syrop?
- Pan Niklaus dał Kartofelkowi i powiedział, że pan Draco bardzo lubi herbatę z tym syropem, więc Kartofelek dodaje dokładnie sześć kropel do każdej filiżanki, tak jak kazał pan Niklaus – powiedziało z przestrachem stworzenie.
- Przynieś mi ten syrop natychmiast i zawołaj Toma. Powiedz mu, że to pilne.
- Severusie? Powiesz mi, o co chodzi? – zapytał Draco. – Chyba nie myślisz, że Klaus mnie czymś poi…
- To jest dokładnie to, co teraz myślę Draco.
- To niedorzeczne. Dlaczego niby miałby to robić?
W tym momencie Kartofelek pojawił się ponownie z flaszką ciemnożółtego eliksiru. Severus odkorkował butelkę i przysunął do nosa. Zapach ostatecznie rozwiał jego wątpliwości. W tym momencie w pomieszczeniu pojawił się zaniepokojony Tom.
- Severusie? Coś się stało?
- Zdaje się, że Niklaus próbował uzależnić Draco od siebie. Kazał Kartofelkowi podawać mu eliksir zniewolenia.
- Co? – odezwał się Draco. – Pierwszy raz słyszę o takim eliksirze.
- Ponieważ on nie jest powszechnie znany – zauważył Tom. – No i jest nielegalny.
- Tak jakby legalność miała dla ciebie znaczenie – zakpił Severus. – Ten eliksir w pewien sposób zniewala emocje i myśli – zwrócił się do Draco. – Osoba, której się go poda, staje się podatna na sugestie osoby, której kropla krwi znajduje się w eliksirze. Jednak im dłużej jest stosowany, tym zależność jest większa. Ostatecznie zależność zaczyna przypominać obsesję: możesz myśleć tylko o tej osobie, robisz, wszystko, co ci każe, przy czym wszelkie negatywne emocje wobec niej są eliminowane, więc nawet nie wpadniesz na to, że coś jest nie tak – wyjaśnił. – To tłumaczy twoje ostatnie rozchwianie emocjonalne i ciągła obrona Niklausa.
Draco pobladł. Czegoś takiego nie spodziewałby się w najstraszniejszych koszmarach.
- To podstęp. Zmówiliście się przeciwko mnie. Nie wierzę, że Klaus zrobiłby coś takiego. – Draco wstał z miejsca zdenerwowany. Z każdym kolejnym zdaniem mówił coraz głośniej. – On dał mi sygnet powstrzymujący hipnozę!
- W takim razie zapytajmy go – zaproponował Tom. – Chociaż sprawa jest już przesądzona.
Tom wysłał skrzata, by zawiadomił wampira, że oczekuje się go w salonie. Czekali dobre dziesięć minut, zanim mężczyzna zdecydował się w końcu pojawić. Gdy wszedł, był w wyśmienitym humorze. Jednak kiedy zobaczył znajomą butelkę z zawartością eliksiru, uśmiech zniknął z jego twarzy.
- Zdaje się, że chciałeś mnie widzieć, Tom – powiedział, jakby nie domyślał się, o co może chodzić.
- Zdaje się, że to należy do ciebie – wskazał na eliksir Riddle. – I chyba jesteś winien nam jakieś wyjaśnienia.
- Wyjaśnienia? Nie wydaje mi się. – Próbował zacząć swoją zwyczajową grę.
- Nie prowokuj mnie – warknął Tom.
- To jest mój eliksir. Nic więcej nie musisz wiedzieć – odpowiedział cichym syczącym tonem.
- Dlaczego podałeś go Draco?
- Dość! – W tym momencie Draco sam włączył się do dyskusji. – Skoro mi go podał, to musiał mieć dobry powód i mnie to wystarczy. Wierzę, że zrobił to z dobrych pobudek.
- Och, na Merlina – jęknął Severus. – Pójdę uwarzyć antidotum. To nie do pomyślenia, Draco, że wygadujesz takie bzdury.
Severus wyszedł, ciągnąc Draco za sobą. Może nie wrócił jeszcze do pełni sił, ale z eliksirem sobie poradzi. Nie wymagał on używania czarów, więc mógł przygotować go bez obaw, że coś pójdzie nie tak.
- To naprawdę nie był najlepszy sposób, żeby przekonać do siebie Draco – powiedział Tom, gdy został sam z Niklausem. – Myślę, że powinieneś odejść.
- Wyrzucasz mnie? – zakpił wampir.
- Tak.
- Poważnie? Z takiego powodu? Nie umiesz się już bawić…
- Kurwa, Klaus! – krzyknął Tom. – Jesteśmy w trakcie wojny. Nie potrzeba mi tu więcej problemów, a odkąd się pojawiłeś, jest ich coraz więcej. – Westchnął głęboko. – Masz się wynieść jak najszybciej.
***
- Pij – nakazał Severus.
Draco bez sprzeciwu, choć z wielkim niezadowoleniem wypił porcję antidotum. Nie musiał czekać długo na efekty. Szybko mina mu zrzedła, kiedy w końcu dotarło do niego, co się stało, a eliksir nie powstrzymywał już dłużej jego emocji. Miał ochotę rozwalić wszystko w zasięgu wzroku i popełnić pierwsze w swoim życiu morderstwo. Bo to, co zrobił Niklaus, było najpodlejszą rzeczą, jaka go kiedykolwiek spotkała.
Popatrzył bezradnie na Severusa, licząc, że usłyszy, co powinien teraz zrobić, ale mężczyzna tylko stał i czekał na efekty zażytego antidotum.
- Jak się czujesz? – zapytał.
- Okropnie – szepnął Draco. – Jak mogłem być tak głupi?
- Nie byłeś głupi, tylko otumaniony. To nie twoja wina, Draco. Liczy się to, co zrobisz teraz. A wydaje mi się, że najpierw powinieneś wyjaśnić wszystko z ojcem.
Draco pokiwał głową i posłusznie wstał. Nie mógł zaprzeczyć, że ojciec miał rację. Cóż, może nie w stu procentach, ponieważ Draco nadal uważał Niklausa za atrakcyjnego, jednak teraz, kiedy myśli mu się ułożyły, a emocje przestały szaleć, patrzył na wszystko z zupełnie innej strony. Sam nie mógł uwierzyć, że sprzeciwił się ojcu w takim stopniu, że go okłamywał i pyskował. A najbardziej nie mógł uwierzyć, jak pozwalał sterować sobą Klausowi.
Musiał porozmawiać z ojcem. Ale najpierw postanowił wszystko przemyśleć i ułożyć w głowie jakąś składną wypowiedź. Teraz był zbyt roztrzęsiony na poważną rozmowę. Dlatego też ukrył się swoim pokoju na resztę dnia i nie pozwolił wejść nawet Narcyzie.
***
Harry był bardzo zmartwiony sytuacją Draco. Oboje z Hermioną przedyskutowali już możliwy plan działania, by wesprzeć przyjaciela w trudnych chwilach. Postanowili mu poświęcać więcej uwagi, pilnować, by miał dobry humor i nie wspominać o Niklausie pod żadnym pozorem. Jedyny problem polegał na tym, że od rana żadne z nich nie widziało Draco, a o wszystkim dowiedzieli się od Toma. A w zasadzie Harry się dowiedział i przekazał wszystko Hermionie.
Nie było rady, musieli poczekać, aż Draco sam zdecyduje się do nich wyjść. Rozumieli, że jest mu teraz ciężko i być może jeden dzień w samotności wyjdzie mu na dobre, jednak to nie powstrzymało ich zmartwienia.
Hermiona po kilku nieudanych próbach wejścia do pokoju Ślizgona ukryła się w bibliotece, szukając informacji na temat eliksiru zniewolenia. Miała nadzieję, że jeśli znajdzie szczegółowy opis jego działania i pokaże go Draco, ten zrozumie, że dobrze się stało, że Klaus odszedł i szybciej o nim zapomni.
Harry natomiast zajął się przeglądaniem notatek Toma o rytuale połączenia, który mieli przeprowadzić już za dwa dni. Był bardzo podekscytowany tym, że już tak niewiele dzieli go od tego wspaniałego momentu i chciał się do niego przygotować najlepiej, jak mógł.
Tom siedział obok i tłumaczył mu wszystko, co było dla niego niejasne.
- Dlaczego musimy od razu… eee… skonsumować połączenie? – zapytał z piekącymi policzkami. Wizja spędzenia z Tomem nocy w ten szczególny sposób bardzo mu się podobała, jednak nic nie mógł poradzić na swoje utrzymujące się zawstydzenie tymi sprawami. – A gdybyśmy chcieli wyprawić wesele?
Tom zaśmiał się perliście, pogłaskał jego dłoń i odpowiedział:
- Wtedy musielibyśmy je wyprawić przed połączeniem. – Spojrzał na niego poważnie, następnie uśmiechnął się delikatnie i ścisnął jego dłoń. – Przepraszam, nigdy nie zapytałem, czy chciałbyś mieć prawdziwe wesele. Możemy jeszcze wyprawić przyjęcie, jeśli chcesz. Może nie będzie szczególnie wystawne, ale zdążymy coś przygotować z pomocą skrzatów.
Harry uśmiechnął się czule. Nachylił się do Toma po pocałunek i zamruczał z przyjemności, kiedy go otrzymał.
- Nie wydaje mi się, żeby to był dobry moment na urządzanie wesela. Poza tym możemy je wyprawić jakiś czas później. Kiedy wojna się skończy i będzie co świętować.
- Wiesz, że to może być bardzo odległa data? – Harry pokiwał głową.
- Najważniejsze, że się połączymy.
***
To było najtrudniejsze zadanie w jego życiu. Nigdy wcześniej nie musiał robić czegoś takiego. No dobrze, musiał, ale nie w ten sposób i nie z takiego powodu. To było naprawdę okropne. I pomyśleć, że czekał tyle czasu, aż wszystko samo się ułoży, a teraz się złamał.
Nie było innego wyjścia. Syriusz musiał w końcu przeprosić Remusa.
Wilkołak nie odzywał się do niego od pamiętnego wydarzenia na korytarzu. Całe Święta były niemal udręką bez obecności najlepszego przyjaciela. Czuł się jak zwierzę w klatce przez otaczających go Śmierciożerców, podczas gdy Remus ignorował go na wszelkie możliwe sposoby. Ale należało to wreszcie zakończyć.
Z wielką obawą zapukał w drzwi do komnaty mężczyzny. Nie czekał długo. Chwilę później na progu pojawił się Remus. Wpatrywał się w Syriusza nieprzychylnym wzrokiem, nic nie mówiąc. W końcu Black zebrał się na odwagę i powiedział cicho:
- Jestem idiotą, przepraszam.
Remus westchnął głęboko, rozluźnił się i powiedział:
- Jesteś wielkim idiotą. Chodź. – Machnął ręką, chcąc by mężczyzna wszedł za nim do środka.
Wskazał mu wygodny fotel pod oknem, a sam poszedł po dwie szklanki Ognistej Whisky. Podał jedną Syriuszowi, siadając na fotelu naprzeciwko niego.
- Czy Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, że Fenrir był gotów Cię wtedy rozszarpać?
Syriusz nic nie odpowiedział. Siedział cicho ze spuszczoną głową, wpatrując się w swoją szklankę.
- On jest Starszym. Nie musiał mnie wtedy posłuchać.
- Pozwoliłeś mu być Starszym?! – oburzył się Syriusz.
Remus warknął.
- To nie jest kwestia wyboru i dobrze o tym wiesz. A jeśli tego nie akceptujesz, to nie zasługujesz na moją przyjaźń.
Syriusz westchnął. Popatrzył na Remusa dziwnym wzrokiem, a potem powiedział:
- Przepraszam, ja po prostu… gubię się. Nagle wpadłem do nowego świata, w którym wszystko wygląda zupełnie inaczej. Martwię się… o Harry’ego… Ciebie. Nie wiem już, co mam myśleć.
- Czemu martwisz się o Harry’ego? – zapytał Remus łagodnym tonem.
- Żartujesz? On związał się z Voldemortem. Z mordercą. Jest w niego wpatrzony, a ja nie potrafię tego zmienić i nie mogę mu zakazać go kochać. Był taki nieszczęśliwy, kiedy mieli kryzys.
- Tom jest dobrym człowiekiem. Zabija, bo musi. Prowadzi wojnę. Ale nigdy nie krzywdzi niewinnych ludzi. I dba o Harry’ego.
- Wiem… Wiem, ale jest… stary. Mógłby być jego dziadkiem. To takie… obrzydliwe.
Remus zaśmiał się.
- Myślę, że Harry nie patrzy na to w ten sposób. W końcu Tom nie wygląda na swoje lata, lekko mówiąc.
***
Draco był silny. A w każdym razie takiego właśnie zgrywał. Teraz jednak nie czuł siły i nie potrafił udawać, że jest inaczej.
To nie tak, że zawalił się cały jego świat, że wszystko wywróciło się do góry nogami. Ale coś w nim pękło. To mogła być jego pierwsza miłość. I w pewnym sensie nawet była. Problem w tym, że został do niej zmuszony. Do tej pory nie był świadomy, że można go tak łatwo omamić. I nie miało znaczenia, że Klaus zrobił to z pomocą eliksiru. Skoro on tak łatwo mógł mu go podać, to każdy może.
Nie zamierzał rozpaczać. Cieszył się, że zakończyło się to teraz, nim zdążył zrobić coś naprawdę głupiego.
- Nadal możesz ze mną uciec.
Draco zerwał się do siadu. Kołdra zsunęła się z jego piersi, odsłaniając niewielkie jasne owłosienie. Niklaus stał oparty o ścianę po drugiej stronie pokoju. Draco nie miał pojęcia, jak mężczyzna dostał się do środka – drzwi były zamknięte.
- Co tu robisz? Przecież Tom kazał ci się wynieść.
- Miałem odejść bez pożegnania? – zapytał, podchodząc do blondyna. Usiadł na łóżku obok niego i wyciągnął w jego stronę dłoń. Draco uchylił się przed dotykiem. – Chciałem cię mieć tylko dla siebie. I nadal chcę. Więc możesz odejść ze mną, Draco.
- Nie wydaje mi się – odpowiedział Malfoy. – Chciałbym, żebyś już wyszedł.
- Rozumiem, że jesteś zły, ale…
- Nic nie rozumiesz! – warknął nastolatek. – Próbowałeś zrobić ze mnie marionetkę. I myślisz, że teraz z tobą odejdę? – Draco westchnął głęboko. – Wyjdź. Nie chcę cię nigdy więcej widzieć.